Znaczenie analizy funkcjonalno-ekonomicznej dla wykładni prawa własności intelektualnej

Ostatnio było o krytyce krytyki, czyli próba odpowiedzi na to co kryje się za kwestionowaniem obecnego sytemu praw autorskich ze strony ruchów open source i open content i czy na pewno jest to to, co nam się wydaje. Dziś też będzie o krytyce systemu prawa własności intelektualnej, ale z nieco innej strony – ze strony analizy ekonomicznej

Próby takiej krytyki, a raczej próby zebrania i usystematyzowania krytyki podjął się dr Marek Krzysztof Kolasiński, w artykule napisanym dla Przeglądu Ustawodawstwa Gospodarczego. Niestety na stronach czasopisma (nr 4 z 2008r.) artykułu przeczytać nie można, ale na szczęście (na razie) wciąż jest miłujący ochronę praw twórców Urząd Patentowy, który na swoich stronach skan całego artykułu udostępniania bezpłatnie.

Rozważania prowadzone są bardzo ciekawie, z przykładami i bardzo licznymi odwołaniami, co jest zaletą i małą wadą jednocześnie, bo dla kogoś kto nie zna tematu, tak duże nagromadzenie danych i odwołań czasami utrudnia czytelność wywodu. Niemniej jednak naprawdę bardzo polecam ten artykuł, bo rzadko u nas można spotkać tego typu rozważania. Ja – w ramach prawa cytatu – pozwolę sobie przytoczyć tylko fragment końcowej części pracy, w której Autor podaje, że:

„ekonomia nie jest aktualnie w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy funkcjonowanie systemu ochrony własności intelektualnej jest społecznie pożyteczne”

Jednocześnie jednak uczciwie dodaje, że:

„nadużyciem byłoby z pewnością twierdzenie, iż skoro ekonomiści nie są w stanie potwierdzić efektywności badanego systemu, to należałoby go zlikwidować”, przy czym – co istotne z drugiej strony – „Podobnie nie jest uzasadnione twierdzenie, że z niezdolności nauk ekonomicznych do zakwestionowania społecznej użyteczności ochrony własności intelektualnej wynika potrzeba jego bezgranicznego wzmacniania”. Dlatego ostatecznie, ”doktryna prawa powinna przyjąć ostrożną i stonowaną postawę”.

Na zupełnym marginesie, choć troszkę w temacie – jeśli nie wiemy co wyjdzie z krytyki systemu prawa własności intelektualnej i jeśli on ostatecznie nie upadnie pod falą naporu commonistów, komunistów, czy nawet ekonomistów, to trzeba sobie radzić, korzystając maksymalnie z tego co jest (jeszcze) dozwolone. Niektórym być może pomoże tutaj artykuł Pana Piotra Steca pt. „Pojęcie i zakres domeny publicznej w prawie polskim”, który to ukazał się w kwietniowym numerze „Przeglądu Sądowego”. Oczywiście na stronach wydawnictwa artykułu nie przeczytamy, ale w sukurs przychodzi nam kochany Urząd Patentowy, który ma dla nas piękny skan.

« »