Wolność wypowiedzi prasowej

Na rynku ukazała się niedawno ciekawa książka dotycząca prawa prasowego. A konkretnie swobody wypowiedzi. Zdziwiło mnie, że nawet kilku znajomych, którzy takze zajmują się tematyką zwiazaną mniej lub bardziej z własnością intelektualną (a tym samym choćby częściowo z prawem prasowym) nie wiedzieli o jej wydaniu. A że dodatkowo napisała ją „moja” Pani Profesor – u której przygotowuję doktorat – tym bardziej wypada o niej wspomnieć.

Od razu zastrzegam, że będzie to zwykła i sucha notatka, bez rozpisywania się o własnych odczuciach i spojrzeniu (jak to zwykle mam w zwyczaju), ale niestety czasu wolnego jak na lekarstwo.

Tak czy inaczej, tytuł książki, taki sam jak tytuł nienijszego wpisu, czyli „Wolność wypowiedzi prasowej”. Wydawnictwo to Wolters Kluwer Polska – OFICYNA, wydanie Warszawa 2007, ss. 264.

Prawo prasowe ostatnio przeżywa szczególne zainteresowanie, co było odnotowane takze na tym blogu. Więc pozycja jest na czasie, aczkolwiek Autorka ujmuje temat bardzo szeroko, tak, że nawet możliwe zmiany ustawy nie muszą mieć specjalnego wpływu na zawartość publikacji. Jak zaznaczono we „Wprowadzeniu”:

Na styku litery prawa i potrzeb praktyki rodzi się pytanie o granice wolności wypowiedzi prasowej. Aby odpowiedzieć na nie, nie wystarczy odwołanie się do ustawy, lecz konieczna jest znajomość systemu rozwiązań legislacyjnych wraz z ich teoretycznymi i filozoficznymi podstawami. Takie ujęcie przedmiotu sprawi, że zawarte w tej książce uwagi nie stracą, mam nadzieję, aktualności wraz ze zmianami w zakresie konkretnych rozwiązań prawnych. Nie pretenduję oczywiście do zaproponowania rozwiązań uniwersalnych, moim celem jest zebranie i próba podsumowania powstałych na tle obowiązujących przepisów trudności związanych z koniecznością interpretacji pojęć nieostrych, wyznaczających ramy wolności, czego skutkiem są rozbieżności stanowisk zarówno sądów, jak i przedstawicieli doktryny.

Lektura więc to ważna nie tylko dla praktyków, ale takze w dużej mierze dla dziennikarzy. Niestety tak to jest, że dzisiejsi dziennikarze (w sumie nie wiem czy kiedyś było inaczej) w większości kompletnie nie znają – niezbyt przecież długiej – ustawy o prawie prasowym z 1984 roku. Więc nie spodziwam się, że spośród tej grupy zawodowej rzucą się tłumy na księgarnie, żeby poczytać co im wolno, gdzie są granice i co grozi za ich przekroczenie. A szkoda, bo jak pokazuje m.in. ta ksiażka, praca dziennikarza prosta nie jest i ograniczeń tych – może wbrew pozorom – dość sporo, a mając na uwadze orzecznictwo europejskie, to w perspektywie coraz więcej.

« »