Wolność słowa i znaki towarowe

Pamiętam jak pisałem moją magisterkę, to bardzo chciałem też dotknąć, jeśli nie wręcz skupić się na tym temacie. Ostatecznie magisterka traktowała o nieco innym temacie, ale wciąż mam dużo materiałów nazbieranych i może jeszcze się kiedyś zmobilizuję. W międzyczasie jednak może się jeszcze ktoś tym bardziej zainteresuje, do czego zachęcam.

A temat bardzo przecież ciekawy. Wbrew pozorom, różnego rodzaju parodii, satyry znaków towarowych jest wokół nas całe mnóstwo. Jedne przeinaczają logo po to, by zaatakować/ośmieszyć konkretny produkt, czy producenta, inne zwracają na problem, z tymże produktem związany, a jeszcze inne są tylko narzędziem do wykazania zupełnie abstrakcyjnej tezy, czy też może inaczej – niezwiązanej z konkretnym towarem bądź usługą. Pamiętam, że swego czasu, jednym z lepszych przykładów tego ostatniego zastosowania (wykorzystania?) znaku towarowego i produktu, było przerobienie puszek po piwie dwóch konkurencyjnych producentów, co obrazowało wyniku wyborów prezydenckich i sympatie rodaków, co wyglądało mniej więcej tak

Z tego co wiem, w powyższej sprawie nie było procesu sądowego żadnego (choć pewności nie mam), co nie oznacza, że procesy takie się nie zdarzają, bo kwestia jest dość wrażliwa, szczególnie gdy parodia znaku towarowego jest nakierowana na konkretnego właśnie producenta, czy konkretny produkt. Wtedy konflikt wolności słowa v. ochrona znaków towarowych wybucha na całego.

Zwracam więc uwagę na dwa ciekawe przypadki. Jeden dotyczy Francji i procesów Greenpeace. Pisano o tym jakiś czas temu na blogu Class46, więc generalnie tam odsyłam. Są odesłania do wyroków i krótkie zagajenie sporów (oraz poprzerabiane znaki towarowe). Wyroki wprawdzie są po francusku, ale można np. skorzystać z googlowego translatora i poczytać sobie jakie takie tłumaczenie na angielski, by dowiedzieć się, że Greenpeace „działał zgodne z celami stowarzyszenia, przez wzgląd na interes publiczny i zdrowie publiczne i proporcjonalnie do tego celu” a przez to nie naruszył wolności słowa.

Druga sprawa wymaga przeniesienia się aż do Republiki Południowej Afryki, gdzie toczył się spór Laugh It Off Promotions v. South African Breweries International (Finance) B.V. t/a Sabmark International. Generalnie chodziło o sparodiowanie znaku towarowego na t-shirt’ach, przy czym sądy uznawały, że w konkretnym stanie faktycznym, parodia ta nie korzystała z wolności słowa, gdyż de facto nosiła znamiona pomówień, znieważeń, czy nienawiści (tzw. hate speech). Do odmiennego przekonania doszedł jednak południowoafrykański Trybunał (Sąd?) Najwyższy, stwierdzając, że w danej sprawie nie było rozmycia znaku towarowego (tak chyba należy tłumaczyć „trade Mark dilution” – przy okazji polecam dość ciekawe omówienie przygotowane przez Ilnah Simon pt. The actual dilution requirement in the United States, United Kingdom and European Union: A Comparative Analysis, Journal of Science & Technology Law, Volume 12 Issue 2 – Summer 2006). Co więcej,nie było też szkody, i wreszcie – że nie została naruszona wolnośc wypowiedzi. Jeden z sędziów wręcz stwierdził, że ekspresja humoru jest nie tylko dopuszczalna i dozwolona, ale wręcz konieczna dla zdrowia demokratycznego społeczeństwa (jest jego eliksirem).

Orzeczenie można sobie przeczytać na stronach tegoż Sądu/Trybunału, ale ja wspominam o nim zwłaszcza z uwagi na artykuł, który o nim traktuje. Samo orzeczenie jest bowiem dość stare (25 maja 2005r.), ale na stronach Uniwersytetu w Edynburgu ukazał się niedawno kolejny numer uczelnianego pisma SCRIPTed – A Journal of Law, Technology & Society, który przynosi kilka ciekawych artykułów (nota bene wszystkic dostępne, wszystkie w różnych formatach, czyli .html, .pdf. i .doc, a do tego jeszcze wszystkie na licencjach CC). Wśród nich jest m.in. polecany przeze mnie tekst napisany przez Matthew Rimmer’a pt. The Black Label: Trade Mark Dilution, Culture Jamming and the No Logo Movement. Artykuł jest świetnie napisany, bardzo dobrze się czyta, ale co najważniejsze, nie traktuje tylko o powyższym sporze, ale dużo szerzej obejmuje tematykę rozmycia znaków towarowych poprzez ich parodię I konkfornatcję tego z konstytucyjnymi zasadami wolności słowa. Do tego wiele przykładów, w tym przykłady obrazkowe, więc gorąco polecam. Do poczytania przez długi weekend w sam raz;)

« »