Sensoryczne znaki towarowe (znaki zapachowe, znaki dźwiękowe)

W autorskim komentarzu do własnego, ostatniego wpisu wspomniałem, że cieszę się, iż blog był już w kliku miejscach cytowany, w tym wykorzystany w pracach magisterskich i w miarę poważnych artykułach. Do tego chciałem nawiązać, gdyż właśnie co otrzymałem nowy numer ”Radcy Prawnego”, w którym to znaleźć można artykuł, wspominający w przypisach także odesłanie do niniejszej strony.

Artykuł jest autorstwa dr hab. Roberta Stefanickiego i zatytułowany jest następująco: Nowe formy wyrażania znaków towarowych (cz. I). Jeszcze nie wiemy o czym będzie część druga, ale ta pierwsza zajmuje się tym co w tytule niniejszego wpisu, a więc znakami zapachowymi i dźwiękowymi.

Wspominam o tym artykule nie tylko z uwagi na wspomnienie o mnie (o tym wprawdzie jeszcze też napiszę poniżej), ale głównie dlatego, że znaki towarowe mnie nad wyraz interesują, a oznakach dźwiękowych nawet coś tam poważniejszego napisałem już.

Odnosząc się jednak do artykułu w „Radcy Prawnym”, to opis podany i wyjaśnienia podane przez Autora są w moim przekonaniu po części niepełne, po części (niestety ) nie zawierające jakiegoś mocniejszego uzasadnienia przyjętych poglądów, miejscami zaś w ogóle nie możemy dowiedzieć się jakie stanowisko przyjmuje Autor, wreszcie zawiera stwierdzenia, z którymi ja się osobiście nie do końca zgadzam i choć nie uważam, że wszyscy je podzielają, to jednak raz je jeszcze przedstawię.

Otóż tak, rozpocznę od znaków dźwiękowych, tak jak czyni to doktor Stefanicki, który bazuje tutaj tylko i wyłącznie na – fakt, że chyba najważniejszym, ale jednak nie jedynym – orzeczeniu ETS w sprawie oznaczonej sygn. C-273/00 (chodzi wyrok w sprawie Ralf Sieckamann przeciwko Deutsches Patent- und Markenamt z dnia 12 grudnia 2002r., sygn. C-273/00. Polskie tłumaczenie: Rzecznik Patentowy, nr 1-2 (36-37), 2003, s. 108 i n.). Przypomnę, że teza podstawowa orzeczeni w tej sprawie brzmiała następująco:


Artykuł 2 dyrektywy 89/104 mający na celu zbliżenie ustawodawstw Państw Członkowskich odnoszących się do znaków towarowych musi być interpretowany jako oznaczający, iż znak towarowy może składać się z oznaczenia, które samo w sobie nie może być postrzegane, pod warunkiem że można je przedstawić w formie graficznej, w szczególności poprzez obrazy, linie lub znaki, oraz że takie przedstawienie jest jasne, dokładne, samodzielne, łatwo dostępne, zrozumiałe, trwałe i obiektywne. W odniesieniu do znaku węchowego, wymogów przedstawienia w formie graficznej nie spełnia formuła chemiczna poprzez opis, złożenie próbki zapachowej bądź poprzez kombinację obu tych elementów (zob. pkt 55, 73,

Opisując przebieg sprawy Ralfa Sieckamanna, Autor dochodzi do stanowiska, zgodnie z którym ”[z] całokształtu argumentacji przedstawionej przez Trybunał wynika, że wprawdzie nie konkretyzuje on w sposób szczegółowy warunków rejestracji znaków zapachowych, odrzucając przedstawione przez sąd krajowy możliwe formy graficznego ich przedstawienia, ale generalnie nie wyłącza możliwości ich rejestracji”. No cóż, teoretycznie to prawda, ale po pierwsze praktycznie już niekoniecznie, po drugie szkoda, że Autor nie pokusił się o próbę obrony tej propozycji, to jest wykazanie, że jakaś forma graficznej przedstawialności znaków zapachowych jest rzeczywiście możliwa.

Zacznę od tego, że sam Autor wspomina w jednym z przypisów, że odmiennie zinterpretował w tym zakresie przywołane orzeczenie choćby profesor Ryszard Skubisz w Komentarzu do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich z dnia 12 grudnia 2002r. („Rzecznik Patentowy” 2003, nr 1-2, s. 128). Niestety nie mam dostępu do tej glosy, więc nie wiem jaka argumentacja tam z kolei byłą przywołana, ale w ocenie stanowiska Autora artykułu z „Radcy Prawnego” pomocne byłoby tu odwołanie się choćby do wspomnianych, a brakujących w tekście innych rozstrzygnięć sądów bądź urzędów patentowych.

Jednym z nich może być choćby wyrok Sądu Pierwszej Instancji z dnia 27 października 2005r., w sprawie T-305/04 (Eden SARL przeciwko OHIM, „Zapach dojrzałej truskawki”), którego teza brzmiała jak poniżej:


Artykuł 4 rozporządzenia nr 40/94 w sprawie wspólnotowego znaku towarowego należy interpretować w ten sposób, iż oznaczenia, których nie da się zobaczyć, mogą być znakami towarowymi, pod warunkiem że dają się przedstawić w formie graficznej, w szczególności poprzez figury, linie lub znaki pisarskie, która to forma jest jasna, precyzyjna, zupełna, łatwo dostępna, zrozumiała, trwała i obiektywna. Aby zapewnić prawidłowe funkcjonowanie systemu rejestracji znaków towarowych sposób przedstawienia danego oznaczenia w formie graficznej musi pozwalać na jego dokładną identyfikację. W konsekwencji należy stwierdzić, że wymogi uznania, iż sposób przedstawienia graficznego znaku jest dostateczny, nie mogą być ani zmienione, ani złagodzone, by ułatwić rejestrację oznaczeń, których natura czyni je trudniejszymi do przedstawienia w formie graficznej.

Wprawdzie wyrok ten także przynosi stwierdzenie, iż „Jeśli chodzi o oznaczenia zapachowe, nie można wykluczyć, iż oznaczenie takie może być przedstawione poprzez opis spełniający wszystkie wymogi określone w art. 4 rozporządzenia nr 40/94.”, jednak bliższa analiza jego uzasadnienia, w moim przekonaniu, prowadzi do konstatacji całkowicie odmiennej. Oto bowiem, w pkt 34 postawione jest następujące zdanie:


[B]ezspornym jest, że na chwilę obecną nie istnieje ogólnie przyjęta międzynarodowa klasyfikacja zapachów, która pozwoliłaby – jak to się dzieje w przypadku międzynarodowych kodów kolorów lub znaków zapisu muzycznego – na obiektywną i precyzyjną identyfikację oznaczenia zapachowego dzięki przyporządkowaniu każdemu zapachowi nazwy lub precyzyjnego kodu.

No po mojemu to takie stanowisko załatwia sprawę. Jeśli forma graficzna ma być zgodnie z doktryną Sieckmanna jasna, dokładna, (…) precyzyjna, a nic takiego nie istnieje i nikt nie pokazał, że istnieć może, to dywagacje na temat hipotetycznej możliwości rejestracji znaków zapachowych są chyba bezcelowe, przynajmniej w obecnym prawodawstwie europejskim)

Nieco inaczej sprawa przedstawia się w odniesieniu do znaków dźwiękowych. Tu Autor komentowanego artykułu (także, niestety) opiera się na jednym li tylko orzeczeniu, tj. wyroku w sprawie Shield Mark BV v. Joost Kist h.o.d.n. Memex, C-283/01, OJ C 21, 24.01.2004, p. 4. Do tego właśnie orzeczenia swego czasu napisałem glosę, stąd mam kilka także uwag do dodania.

Wszystkich zainteresowanych odsyłam do tej mojej glosy, bo wydaje mi się, że nie straciła ona specjalnie na aktualności, a tym którym nie chce się za dużo, przypomnę, że ETS w tej ostatniej sprawie jednoznacznie orzekł, że na gruncie art.2 Dyrektywy [z dnia 21 grudnia 1988r. w sprawie zbliżenia ustawodawst Państw Członkowskich w dziedzinie znaków towarowych] znaki dźwiękowe mogą być uznane za znaki towarowe, pod warunkiem, że posiadają zdolność odróżniającą oraz mogą być przedstawione graficznie. Dodatkowo stwierdził, że na gruncie art. 2 Dyrektywy znak towarowy może składać się z oznaczenia, które samo w sobie nie jest dostrzegalne wzrokowo, pod warunkiem, że może być przedstawione w formie graficznej, w szczególności poprzez obrazy, linie lub symbole oraz, że reprezentacja jest jasna, precyzyjna, zwarta, łatwo dostępna, zrozumiała, trwała i obiektywna. Dalej zaś uznał, że w wypadku znaków dźwiękowych powyższe warunki nie są spełnione, jeżeli znak przedstawiony jest graficznie poprzez opis z użyciem zapisanych słów, jak np. wskazanie, że znak składa się z nut tworzących utwór muzyczny, albo wskazujących, że chodzi o krzyk zwierzęcia, albo poprzez prostą onomatopeję bez niczego więcej, albo poprzez sekwencję nut bez niczego więcej. Z drugiej strony, wskazane wymagania są spełnione tam, gdzie znak przedstawiony jest poprzez pięciolinię, podzieloną na takty, przedstawiającą w szczególności klucz, nuty i pozostałe elementy wskazujące na wartość rytmiczną i (tam gdzie niezbędne) znaki chromatyczne.

Na tle tych uwag, doktor Stefanicki wyraża – całkowicie słuszną! – uwagę, wedle której stanowisko Trybunału jest w tej sprawie „mało elastyczne”, że „nie wychodzi ono naprzeciw potrzebie uznania nowych technik dźwiękowych i w konsekwencji różnych postaci wyrażeniowych znaków”. Problem w tym, że zdanie to nie jest poparte ani przykładami tych nowych postaci wyrażeniowych, ani nie przynosi refleksji co w przypadku gdy dźwięku (odgłosu, melodii, etc.) nie da się (albo wnioskodawca z jakichś przyczyn nie chce lub nie może) przedstawić za pomocą czy to pięciolinii, czy to nawet pliku elektronicznego z dźwiękiem. Co więcej, w jednym miejscu Autor stawia tezę, która moim zdaniem popiera „małą elastyczność” stanowiska Trybunało.

W toku bowiem tej sprawy Shield Mark BV v. Joost Kist h.o.d.n. Memex, m.in. Komisja Europejska wyraziła stanowisko, że opis melodii za pomocą nut określonych literowo (np. E, D#, E, D#, E, B, D, C, A – Dla Elizy), powinien być uważany za graficzną prezentację danej melodii. Na co doktor Stefanicki odpowiada: „Z tym stanowiskiem nie można się, moim zdaniem, zgodzić, chociażby ze względu na wymóg zrozumiałości i zwartości znaku dla przeciętnych konsumentów.

Rzecz jest niewątpliwie warta zastanowienia. Zgodnie z tymi kilkoma regułami ze sprawy Sieckamanna, przywołanymi na początku, przedstawienie znaku ma być m.in. łatwo dostępny,(…) zrozumiały. Pytanie jednak, czy faktycznie przez konsumentów. Moim zdaniem – nie.

Konsument, przeciętny odbiorca nie ocenia bowiem tego jak znaki są zarejestrowane, ale to jak one funkcjonują w rzeczywistości, w obrocie. Jak pisałem w mojej glosie, „żaden odbiorca (potencjalny, finalny klient), do którego skierowany jest znak towarowy (bez względu na to, czy chodzi o znak tradycyjny, czy .niekonwencjonalny.), nie sprawdza w odpowiednim urzędzie patentowym w jaki sposób został zarejestrowany, czy w szczególności jego graficzna reprezentacja sformułowana jest w sposób jasny, precyzyjny, zwarty, łatwo dostępny, czytelny, trwały i obiektywny. Takie zachowanie, nawet gdyby wystąpiło, należałoby uznać za nieżyciowe i nielogiczne.” Mówiąc całkiem wprost, jeśli konsument miałby porównać dwa dźwiękowe znaki, to ich identyczność/podobieństwo będzie oceniał na podstawie tego co usłyszy, a nie tego co wyczyta z opisu, podobnie jak przy „zwykłych” znakach nie prezentuje się konsumentom długiego opisu słownego z wniosku o rejestrację, tylko to jak on wygląda. Innymi słowy, ów wymóg łatwej dostępności, czy zrozumiałości jest skierowany do innych przedsiębiorców, którzy chcą zarejestrować takie znaki, a wtedy mogą sobie pójść do urzędu patentowego i dokładnie przeczytać opis, zapoznać się z nim i porównać do swojego.

Co więcej, gdyby przyjąć zaproponowaną przez doktora Stefanickiego interpretację, to niemożliwa byłaby choćby pożądana przez niego potrzeba uwzględnienia nowych form wyrażeniowych znaków. Jedną z tych form jest m.in. zapis z sonogramu (spektrogramu). Niektórzy twierdzą, że to lepsze niż najlepszy zapis nutowy, aczkolwiek pewnie nieco trudniejsze, a przynajmniej trudniej dostępne, a zatem zgodnie z poglądem Autora nie pozwalałoby na rejestrację znaków dźwiękowych.

*)A tak na marginesie – OHIM w decyzji z 29 września 2003r., w sprawie R 781/1999-4, w której firma Metro-Goldwyn-Mayer próbowała zarejestrować jako dźwiękowy znak towarowy charakterystyczny dla tej wytwórni filmowej ryk lwa, po przeprowadzeniu skrupulatnego badania załączonego w formularzu zgłoszenia diagramu oraz analizie specyfiki zapisu spektograficznego, uznał, że sonogram jest ważnym i stosowanym w praktyce sposobem graficznej reprezentacji znaku towarowego. Jakkolwiek w tej konkretnej sprawie odmówiono rejestracji (sonogram nie posiadał niezbędnej – zdaniem OHIM – prezentacji skali na osi czasu i częstotliwości), to stwierdzono, że zapis sonogramu jest „porównywalny” z zapisem nutowym na pięciolinii, a w pewnych sprawach nawet go przewyższa, bo może zawierać więcej „odcieni i charakterystyki dźwięku”. Ponadto jeszcze, uznano, że nie jest przekonywująca wątpliwość, że sonogram nie może być odczytany przez sprawdzających. Odczytanie bowiem zapisu nutowego z pięciolinii wymaga pewnego treningu, tak samo jak odczytanie sonogramu

No to tyle uwag moich uwag co do treści, została jeszcze uwaga niemerytoryczna, choć marginalna. Jak wspomniałem na samym początku w komentowanej pracy znalazł się odnośnik do bloga. Niestety odnośnik ten wygląda następująco: „http://ip.pacek.name/Portals/pacekIP/Glosa_Shield_Mark_06_10_31.pdf”. Brak jest więc mojego imienia i nazwiska (choć to ostatnie pojawia się w adresie strony), brak jest też wspomnienia, że tak naprawdę artykuł był opublikowany w prasie fachowej, a na blogu umieściłem go za zgodą wydawcy (choć fakt ten jest wyraźnie podkreślany tak w jednym z postów skąd można ściągnąć pdf’a, jak i w treści samego pdf’a też). Wiem, że to drobnostka, ale mimo wszystko trochę przykro. Tak czy inaczej, jakby ktoś chciał wiedzieć, dokładnie i użyć pełnego źródła, to moja glosa została opublikowana w czasopiśmie „Nowator” (nr 1/2006), wydawanym przez Wielkopolski Klub Techniki i Racjonalizacji w Poznaniu.

« »