Profesor Fryderyk Zoll


Tomasz Rychlicki znów poszedł do przodu z innowacyjnością, publikując wraz z dwoma innymi autorami (znanymi dotychczas raczej z innych rzeczy) artykuł pt. “Sampling and scratching in US copyright and Polish law: a comparative analysis”. Temat nie tylko na czasie, co wręcz przyszłościowy, tym bardziej, że w wersji elektronicznej (oraz na stronie Tomka) można sobie posłuchać „ilustracji muzycznej” odpowiedniej do tematu. Bardzo fajnie! I oczywiście polecam. Ja zaś, chyba z uwagi na czas świątecznej zadumy zwracam się zdecydowanie ku przeszłości.

Wszystko za sprawą książeczki jaką sobie nabyłem czas jakiś temu, pt. „Fryderyk Zoll. 1865-1948. Prawnik-uczony-kodyfikator”, Kraków 1994, ss. 77. No i oczywiście uwielbienia dla czasów mniej lub bardziej zamierzchłych. A o samym wpisie pomyślałem nie tylko dlatego, że opisywana postać dla wszystkich zajmujących się własnością intelektualną jest (i być powinna) ważna, ale też dlatego, że dopiero co, bo 30 marca minęła kolejna rocznica pogrzebu tej Wielkiej Osoby (data śmierci to 23 marca ciekawe, że ojciec Fryderyka Zolla jun. – Fryderyk Zoll sen. zmarł 1 kwietnia, tyle że 1917 roku).

Nie będę tu opisywał całości dokonań pioniera nauki praw „do rzeczy podobnych”, po szczegóły odsyłam do ww. pracy oraz innych opracowań, które ukazały się na rynku, tak odnoszących się wprost do profesora, jak i np. do Uniwersytetu Jagiellońskiego w tamtym okresie (zob. m.in. J. Gwiazdomorski, Szkoła teleologiczna – Fryderyk Zoll młodszy [w:] Studia z dziejów Wydziału Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, pod red. M. Patkaniowskiego, Kraków 1964, albo A. Vetulani, Śp. Fryderyk Zoll (1.2.1865 – 23.3.1948), PP 1948, z. 5-6, s. 86). No i oczywiście także do prac samego uczonego, które chyba są najciekawsze.

Ja sam pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie lektura komentarza do projektu prawa autorskiego z 1926 (nie mam niestety tej publikacji przy sobie teraz, zresztą i tak mam to tylko skserowane, ale bodaj było to Prawo autorskie w projekcie). Otóż, we fragmencie w którym Autor opisywał koncepcję droit moral, a więc czegoś co dziś nazywamy raczej osobistymi prawami (dobrami) autorskimi, Fryderyk Zoll, dla uzasadnienia swojej koncepcji powoływał się na … Horacego (sic!). Niech ktoś mi pokaże jakiś współczesny komentarz, w którym znajdziemy słowa „non omnis moriar”…. Ach szkoda.

Ale o prawie autorskim, prawie własności przemysłowej itd., a dokładniej o dokonaniach w tym zakresie Profesora większość pewnie sporo wie. Może mniej natomiast kojarzy go jako przedstawiciela i mocnego zwolennika metody teleologicznej. Jak pisze w powołanej książeczce Józef Skąpski, „za Rzymianami Zoll nazywa prawo (ius) – ars boni et aequi. Sztuką prawa zajmuje się w pierwszej linii ustawodawca, którego zadaniem jest wydawać normy najlepsze i najbardziej celowe dla społeczeństwa. Zatem sztukę prawa winni opanować ci, którzy współdziałają przy tworzeniu prawa. Ale biegłymi w sztuce prawa powinni być także prawnicy, których powołaniem jest stosowanie prawa w codziennym życiu, zatem przede wszystkim sędziowie. Zadaniem prawnika nie jest bowiem tylko subsumcja, tj. podporządkowanie faktów pod właściwe dla nich przepisy, ale odkrywanie prawa prawego, co wymaga odpowiedniego >>urobienia<<, uzupełnienia luk w drodze analogii, a nieraz nawet poprawienia przepisów celem zastosowania prawa do objawów życia ludzkiego”.

Ta ostania kwestia może być jeszcze bardziej rozwinięta. Otóż w pewnym związku z koncepcją owego „prawa prawego” pozostaje obserwacja Fryderyka Zolla, że nie to prawo jest najlepsze, które jako świat myśli samo dla siebie, przedstawia najwyższy artyzm, lecz to prawo, które dla danego narodu ze względu na jego kulturę jest najodpowiedniejsze (zob. F. Zoll, O koncepcji podstawowej dla kodyfikacji praw rzeczowych na nieruchomościach, Warszawa 1929, s. 4).

Ta ostatnia uwaga „pachnie” niemal jakimś nacjonalizmem, ale jest to raczej błędy trop (tym bardziej, zważając na próby i dokonania Zolla w zakresie prób integracji z Ukraińcami). Dobrą zaś ilustracją tego, co Zoll miał chyba na myśli jest natomiast założony przez niego (wraz z Zygmuntem Bocheńskim) Instytut Żywego Prawa na UJ, który miał na celu badanie tych przejawów „żywego prawa”, które przejęte zostały z dawnego prawa polskiego i utrzymywały się w obrocie prawnym zwłaszcza wśród chłopów, pomimo wprowadzenia w Małopolsce austriackiego prawa cywilnego. Niestety pracy instytutu zaginęły w czasie I wojny światowej, ale zebrane wówczas informacje dały asumpt do występowania przeciwko np. rygorowi dochowania formy czynności prawnej przy sprzedaży nieruchomości, a wręcz przełożyły się na konkretne rozwiązania.

No tak, ale o tym i o innych rzeczach (np. o kontaktach z Hansem Frankiem i przynależności do Akademii Prawa Niemieckiego) polecam przeczytać sobie samemu. Może w czasie tych kilku dni wolnych znajdzie się chwila na takie wspomnienia, z których wciąż wiele się można nauczyć i wiele skorzystać.

tak czy inaczej, wszystkim Czytelnikom życzę Wesołych i Radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego!

« »