Prawo autorskie w dobrym kierunku (choć trochę)

Z uzyskanych przez mnie informacji, wynika że w sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu trwają prace nad nowelizacją ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Treść poprawek i ich zakres nie jest jeszcze przeze mnie dokładnie znany, ale już mogę powiedzieć o jednaj istotnej nowości.

Z uzyskanych przez mnie informacji, wynika że w sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu trwają prace nad nowelizacją ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Treść poprawek i ich zakres nie jest jeszcze przeze mnie dokładnie znany, ale już mogę powiedzieć o jednaj istotnej nowości. Rzecz ma dotyczyć dozwolonego użytku, a konkretnie tego przypadku, o którym mowa w art. 24 ust. 2.Przypomnę, że chodzi o to, iż:

„Posiadacze urządzeń służących do odbioru programu radiowego lub telewizyjnego mogą za ich pomocą odbierać nadawane utwory, choćby urządzenia te były umieszczone w miejscu ogólnie dostępnym, jeżeli nie łączy się z tym osiąganie korzyści majątkowych”.

Na gruncie tego artykułu powstały wątpliwości co do rozumienia terminu „łączenia z” „osiąganiem korzyści majątkowych”. Szybko okazało się, że wielu chce, by oznaczało jak najwięcej. Przede wszystkim, pierwsze w sidła wpadły sklepu, które umilają klientom robienie zakupów, poprzez m.in. puszczanie utworów z głośników.

Warto przypomnieć, że krakowski Sąd Okręgowy w sprawie Stowarzyszenia Artystów i Wykonawców STOART przeciwko Julius Meinl orzekł 4 czerwca 2001r., że jeden ze sklepów należący do owej sieci miał obowiązek uiszczenia tantiem na rzecz twórców za wykorzystywanie ich utworów w celach komercyjnych z naruszeniem przepisów ustawy o prawie autorskim o tzw. dozwolonym użytku (zob. Muzyka steruje klientem. Do podobnych wniosków skłaniali się w więkoszci przedstawiciele doktryny, wsród nich m.in. Arkadiusz Michalak, który w jednym z tekstów stwierdził, iż: „Poprawna interpretacja art. 24 ust. 2 pr. aut. w świetle powyższych aktów brzmi: twórcom należą się tantiemy za odtwarzanie muzyki w sklepach” (choć warto wspomnieć, że w tym samym tekście przywołuje np. amerykańskie orzeczenie w sprawie Twentieh Century Music Corp. przeciwko Aiken z 1975 r., gdzie pozwany prowadził sklep o powierzchni 640 mkw., w którym zainstalował radio i cztery głośniki, by umilać zakupy klientom, i w którym Sąd Najwyższy doszedł do wniosku, że nie było to publiczne odtwarzanie).

W zupełne zdumienie mogło jednak co poniektórych wprowadzić orzeczenie naszego Sądu Najwyższego z dnia 28 września 2005r. w którym uznano, że „w przypadku, gdy w sklepie jest włączone radio, właściciel ma obowiązek płacić za nadawanie utworów, o ile nie udowodni, że nie przysparza mu to korzyści majątkowych” (I CK 164/05, „Monitor Prawniczy” 2005/20/971). Nie dość, że nie wiadomo kiedy coś się „łączy” z korzyścią majątkową, to jeszcze trzeba to samemu udowodnić.

Dlatego dobrze, że twórcy nowelizacji, chcą ten przepis nieco uściślić, a tym samym ograniczyć, poprzez dodanie słowa „bezpośrednio”. Wprawdzie nie rozwiązuje to całego problemu, ale choć – jak się wydaje – usunie część wątpliwości interpretacyjnych, na jakie napotyka stosowanie tego przepisu w jego aktualnym brzmieniu, jak również pozwoli usankcjonować od lat akceptowany obyczaj korzystania z utworów dla własnych potrzeb w zakładach usługowych typu rzemieślniczego.

Innymi słowy, twórcy projektu podnoszą, że słuchanie radia, czy oglądanie telewizji, jest elementem uatrakcyjnienia własnej pracy osób pracujących w takich zakładach, jak fryzjerski, szewski czy kosmetyczny. Korzystanie z usług przez klientelę w żadnym razie, nawet zwyczajowo, nie wiąże się z tą okolicznością (tj. słuchaniem/oglądaniem utworów właśnie).

Podobno jednym z argumentów na taką zmianę, ma być fakt, że „nikt nie wybiera przecież przedsiębiorcy, świadczącego tego typu usługi ze względu na to, iż przy okazji wysłucha określonych utworów”. Racja! Tylko, że właśnie moim zdaniem tak samo można twierdzić w wypadku sklepów. No ale cóż, jak podkreślam, jest to krok w dobrym kierunku, więc może OZZ odpuszczą sobie kiedyś też sklepy?

« »