Pojęcie utworu w prawie autorskim – potrzeba głębokich zmian

W grudniowym (12) numerze „Przeglądu Prawa Handlowego” ukazał się bardzo ciekawy artykuł dra Damiana Flisaka pt. ”Pojęcie utworu w prawie autorskim – potrzeba głębokich zmian”. Polecam go lekturze, gdyż jest głosem, który z całego serca popieram i pod którym (gdyby mi Pan dr pozwolił) chętnie bym się podpisał. Z pewnymi wyjątkami …

W grudniowym (12) numerze „Przeglądu Prawa Handlowego” ukazał się bardzo ciekawy artykuł dra Damiana Flisaka pt. ”Pojęcie utworu w prawie autorskim – potrzeba głębokich zmian”. Polecam go lekturze, gdyż jest głosem, który z całego serca popieram i pod którym (gdyby mi Pan dr pozwolił) chętnie bym się podpisał.

Autor zastanawia się bowiem, jak sam tytuł wskazuje, nad pojęciem utworu i już na wstępie wskazuje, że „dominujący w literaturze sposób rozumienia tego pojęcia wydaje się nie przystawać do obecnej rzeczywistości, innej niż ta, w której tworzono teoretyczne podwaliny prawa autorskiego”. Szczególnie zaś, stara się skupić na ocenie kryterium indywidualności, w którym to widzi największy problem.
Generalnie, artykuł wskazuje, że z uwagi na inny sposób powstawania utworów (prace zespołowe, osiągnięte dużym nakładem orgnizacyjno-finansowym) obecnie nie można traktować kryterium indywidualności tak jak kiedyś („niezbędne wydaje się przede wszystkim i odejście od wiązania zaistnienia przesłanki indywidualności z subiektywnym przekonaniem twórcy o tworzeniu nowego dzieła. Jako bliższa rzeczywistości alternatywa nasuwa się propozycja oceny indywidualności utworu wyłącznie na podstawie obiektywnej oceny jego cech”). Ponadto zaś, D. Flisak wskazuje, że konieczne jest co najmniej zróżnicowanie poziomu indywidualności – np. dla tarczowego licznika kalorii (uznanego za utwór, co autor kilkakrotnie i zasadnie w artykule krytykuje) należy ustawić poprzeczkę możliwie najbardziej wysoko.

Muszę przyznać, co wskazałem na początku, że co do zasady zgadzam się z tym opracowaniem. Nad wyraz podobają mi się fragmenty, gdzie autor, przekornie i z pewną swadą wyśmiewa przyznawanie ochrony prawnoautorksiej instrukcjom bp, kolejowym rozkładom jazdy, czy ww. licznikom kalorii (to w doniesieniu do nich pojawia się taki m.in. passus chyba: „Traktowanie utworu jako zwierciadła duszy twórcy i eksponowanie związku autora z dziełem kłóci się z rzeczywistością”, albo „w jaki sposób można indywidualnie ukształtować rozkład kolei, czy instrukcję obsługi maszyny, skoro jedynym uzasadnieniem ich istnienia bynajmniej nie jest ich pasjonująca lektura”). Bardzo to fajne. I pod tym się podpisuję.

Natomiast nie do końca przekonują mnie wszystkie podnoszone argumenty. Albo inaczej: na pewnym poziomie trafia do mnie argumentacja autora, ale jest ona oparta raczej na zdroworozsądkowym umiarze w uznawaniu wszystkich wytworów ludzkiego umysłu za utworu. Jednak w pewnych fragmentach na samym zdroworozsądkowym rozumowaniu nie można poprzestać i trzeba oprzeć się na konkretnych dowodach. A takich trochę brak.

Szkoda np. że autor, wskazując na potrzebę zróżnicowania poziomu kryterium indywidualności nie rozwinął tego tematu. Jedynym właściwie argumentem za tym jest przywołany fragment wyroku S.A. w Krakowie z 29 października 1997r. (I Aca 477/97). Fragment ten („oceniając indywidualność >>należy kierować się dyrektywą nakazującą uwzględniać aksjologiczne uzasadnieni norm prawa autorskiego, jak i właściwości wytworów intelektualnych poddanych ocenom wartościującym<<”) jednak moim zdaniem wcale wszystkiego jasno nie wyjaśnia, a brak jest głębszej jego analizy. Ponadto brak jest w ogóle przywołania wypowiedzi odnoszących się do twórczości tzw. kliene munze. Polemika na ten temat byłaby na pewno ciekawa.

Nie przekonuje mnie też stanowisko, że indywidualność należy badać na podstawie obiektywnej, a nie subiektywnej oceny. Ciężko jednak wdać się tu w jakąś większą wymianę zdań, bo autor, ponownie ku mojemu żalowi;), nie przytacza praktycznie żadnej argumentacji w tym celu. Jeszcze gorzej w tym wszystkim, jak mi się przynajmniej wydaje, że w ogóle w opracowaniu nie poruszono kwestii tzw. statystycznej jednorazowości. Koncepcja ta, stworzona przez Kummera (albo Trollera, już nie pamiętam), prawidłowo stosowana, może według mnie stanowić granicę dla rozszerzania przyznawalności ochrony prawnoautorskiej.

Tak czy inaczej, polecam ten artykuł bardzo. Każdy głos, który wypowiada się przeciw obecnej praktyce jest ważny i potrzebny. Prawidłowo podnosi Pan dr Damian Flisak, że „niepokojące w przypadku orzecznictwa jest to, iż sądy orzekające w sprawach dotyczących zagadnień prawnoautorskich bezrefleksyjnie powołują się na istniejącą tradycję i utrwalone linie orzecznicze, przyjmując tym samym pewne rozwiązania za dane raz na zawsze”. Mam nadzieję, że ta praca pomoże chociaż więcej się sądom następnym razem nad tym zastanowić.

« »