Orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Katowicach w sprawie domen internetowych

W sieci można znaleźć dużo ciekawych rzeczy, tym bardziej wartościowych jeśli darmowych;) Pisałem już o ciekawych artykułach dostępnych na stronach WKTiR, teraz pragnę przedstawić stronę z orzecznictwem Sądu Apelacyjnego w Katowicach. Niektóre orzeczenia są bardzo ciekawe, dziś – z uwagi na tematykę niniejszej strony – chciałbym zwrócić uwagę na wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 13 czerwca 2006 r. I ACa 272/0. Warto jeszcze wspomnieć, że orzeczenie to chyba nie było nigdzie dotąd publikowane (przynajmniej ja nie znalazłem, chyba nie ma też w programach prawniczych (przynajmniej w Lexie, nie wiem jak w LexPolonice).

W sieci można znaleźć dużo ciekawych rzeczy, tym bardziej wartościowych jeśli darmowych;) Pisałem już o ciekawych artykułach dostępnych na stronach WKTiR, teraz pragnę przedstawić stronę z orzecznictwem Sądu Apelacyjnego w Katowicach.

Jak podaje odpowiednia informacja Od 1991 roku Sąd Apelacyjny w Katowicach wydaje Biuletyn, w którym zamieszczane są tezy wybranych orzeczeń Sądu Apelacyjnego i podległych Sądów Okręgowych, mogące przysłużyć się ujednoliceniu orzecznictwa w sprawach cywilnych, karnych, pracy i ubezpieczeń społecznych. Biuletyn ukazuje się kwartalnie, a obecnie Biuletyn redaguje Zespół Sędziów Sądu Apelacyjnego: Ewa Jastrzębska, Wojciech Bzibziak i Mirosław Ziaja. Niektóre orzeczenia są bardzo ciekawe, dziś – z uwagi na tematykę niniejszej strony – chciałbym zwrócić uwagę na wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 13 czerwca 2006 r. I ACa 272/0. Warto jeszcze wspomnieć, że orzeczenie to chyba nie było nigdzie dotąd publikowane (przynajmniej ja nie znalazłem, chyba nie ma też w programach prawniczych (przynajmniej w Lexie, nie wiem jak w LexPolonice).

Sprawa bowiem dotyczy domen internetowych, a konkretnie tego, czy można mówić o własności domeny, a tym samym o prawie podmiotowym bezwzględnym, wynikającym z umowy z rejestratorem. Nie znam wprawdzie stanu faktycznego, nie ma bowiem przytoczonego uzasadnienia, dlatego trzeba się zadowolić samymi tezami, które to brzmią następująco:

Chybione jest mówienie o „ własności” domeny internetowej, gdyż prawo własności w znaczeniu cywilistycznym, którego treść wyznacza art. 140 kc odnosi się do rzeczy, jakimi domeny internetowe nie są, i szerzej, ze względu na zamknięty katalog dóbr niematerialnych chronionych prawami bezwzględnymi, iż brak jest w prawie polskim przepisów, z których wynikałoby, że skutkiem rejestracji nazwy domeny internetowej jest nabycie przez dysponenta wyłącznego prawa korzystania i rozporządzania domeną. Sąd I instancji utożsamił z prawem własności uprawnienia do domeny internetowej, które wynikają z rejestracji. Doktryna wskazuje w tym przedmiocie na umowne uprawnienie do korzystania z technicznego skojarzenia zarejestrowanej nazwy domeny z odpowiadającym jej numerem IP ( będącym niepowtarzalnym numerycznym adresem zakodowanym w formacie używanym w systemie internetowym), przez co uprawnienie do domeny ( odpowiednika adresu numerycznego) nie może funkcjonować w oderwaniu od umowy z rejestratorem, a faktyczna nie zaś prawna wyłączność korzystania z technicznego skojarzenia zarejestrowanej nazwy domeny ( i odpowiadającego jej numeru IP) wynika tylko z tego, że technicznie wyłączona jest możliwość funkcjonowania w internecie dwóch jednakowych domen tego samego poziomu, skoro stanowią substytut numeru IP. Właściwe jest więc mówienie o dysponencie nazwy domeny internetowej i prawie podmiotowym względnym, skutecznym wobec rejestratora.

Następnie sąd stwierdza, że:

Umowa pomiędzy dysponentem domeny internetowej a rejestratorem jest umową o świadczenie usług telekomunikacyjnych zarówno w rozumieniu art. 1 pkt 1 ustawy z 21.07.2000 –Prawo telekomunikacyjne, jak i ustawy z 16.07.2004 – Prawo telekomunikacyjne.

oraz że:

Na gruncie prawa polskiego dysponent może przenieść swe prawo względne (wierzytelność względem rejestratora) na inny podmiot, o ile dojdzie też do przejęcia długu z tytułu opłat abonenckich. Od tego należy odróżnić sytuację, w której osoba korzystające z danej części serwera, do której prowadzi oznaczony numer IP, oddaje tę część serwera innemu podmiotowi, który na swoją rzecz rejestruje domenę odpowiadającą temu numerowi IP.

(na marginesie dodam, że wyrok został wydany w składzie Przewodniczący: SSA Mieczysław Brzdąk, sędziowie: SSA Grzegorz Stojek(spr.), SSA Tomasz Pidzik, z których pierwszego serdecznie – o ile to wypada – pozdrawiam, jako że prowadzi moje zajęcia na aplikacji)
Moim zdaniem przytoczone orzeczenie zasługuje na pełną aprobatę, choć szkoda, że nie można zobaczyć uzasadnienia (szczególnie na jaką doktrynę powołuje się w interesującym nas zakresie!). Dodam więc tylko, że faktycznie pojawiały się w piśmiennictwie i orzecznictwie głosy o tym, że prawo z rejestracji domeny jest < de facto> prawem własności do tej domeny. Choć nie były to głosy polskie
Szczególnie dużo dyskusji było na ten temat przed sądami amerykańskimi, które generalnie, acz niejednolici uznają, że w przypadku prawa z rejestracji nie można mówić ani o własności, ani o posiadaniu (powołując się tu bardzo często na analogię do spraw związanych z domniemaną „własnością” numerów telefonów). Najbardziej znaną tego typu sprawą jest chyba Umbro International Inc v 3263851 Canada Inc 529 SE 2d 80 (ED Va 2000), ale warto przejrzeć też sobie sprawy Dorer v Arel (1999) 60 F Supp 2d 558 (ED Va 1999) i Lockheed Martin Corp v Network Solutions Inc 194 F 3d 980 (CA 9 1999) oraz orzeczenie sądu apelacyjnego w sprawie Wornow v Register. Com Inc, unreported, 2004 NYSlipOp 04776. Natomiast nieco odmienne konkluzje można wyciągnąć z orzeczenia w sprawie Kremen v Cohen 67 USPQ 2d 1502 (CA 9 2003), gdzie przyjęto, iż wprawdzie nie można mówić o zwykłym prawie własności (real or personal property), ale o szczególnym jego rodzaju – intangible property.
W Niemczech sądownictwo stoi na stanowisku, że prawo z rejestracji jest tylko prawem obligacyjnym – Paeffgen GmbH v ad-acta Datenschulz und Recycling GmbHBundesverfassungsgericht , 1 BVR 1306/02, z dnia 24 listopada 2004.
Natomiast w Polsce, niektórzy już od dość dawna raczej, wskazywali (moim zdaniem, jak podkreślam, prawidłowo i zgodnie z treścią przytoczonego wyroku), że „Prawo z rejestracji domeny internetowej jest niczym innym jak tym właśnie względnym prawem podmiotowym – możliwością żądania przez wierzyciela spełniana świadczenia, do którego dłużnik jest zobowiązany. Rejestrującemu przysługuje roszczenie o dokonanie faktycznej rejestracji przez rejestratora, a następnie o utrzymywanie delegacji domeny”. Tak właśnie, m.in. już ponad trzy lata temu pisał Leszek Wilmański w pracy pt. „Rejestracja nazwy domeny internetowej”. Jednocześnie jednak nie opowiadał się definitywnie za dokładnym charakterem (nazwą) takiej umowy, wskazując jedynie, że możliwe są trzy propozycje:1. umowa o dzieło, rodząca po stronie rejestratora (przyjmującego zamówienie) zobowiązanie do wykonania dzieła, a po stronie rejestrującego (zamawiającego) – obowiązek zapłaty wynagrodzenia.

2) umowa zbliżona do umowy o dzieło, do której przepisy dotyczące tej ostatniej mogą być stosowane w drodze analogii (gdy rejestrujący nie jest zobowiązany do zapłaty wynagrodzenia).

3) umowę mieszaną, w części wykazującą cechy charakterystyczne umowy o dzieło, w części zaś będącą umową o świadczenie usług, która „nie jest uregulowana innymi przepisami”, do której z mocy art. 750 kc stosuje się odpowiednio przepisy o zleceniu.

Trzeba jednak dla porządku wskazać, że autor powyższego tekstu zastrzegł, iż jego zdaniem ostatnia z tych propozycji jest chyba najbardziej przekonywująca.
Przeciwko mówieniu o „posiadaniu” nazwy domeny internetowej opowiada się przede wszystkim Justyna Ożegalska-Trybalska w swojej monografii „Adresy internetowe. Zagadnienia cywilnoprawne” (Prace Instytutu Prawa Własności Intelektualnej UJ, Kraków 2003, s. 282). Autorka wskazuje bowiem, że kodeksowa definicja posiadania odnosi się tylko do takich praw podmiotowych, z którymi łączy się władztwo nad rzeczą, podczas gdy „nazwa domeny internetowej nie jest >>rzeczą<<”. Jednocześnie też, podkreśla – powołując się tu na prof. Gawlika („Umowa know-how. Zagadnienia konstrukcyjne”, ZNUJ PWiOWI 1974, z. 3, s. 63) – nie może być uzasadnione „uznanie domeny internetowej >>jako takiej<< za dobro niematerialne [intangible property, o którym mowa powyżej – dodane GJP]. W polskiej doktrynie prawniczej dowodzi się bowiem, że jest nieuzasadnione stosowanie analogii przepisów o ochronie posiadania w odniesieniu do dóbr niematerialnych”.

« »