O jednej literce można wiele powiedzieć

Wpis dotyczy sprawy sprzed prawie miesiąca, ale że nikt chyba w polskim internecie specjalnie albo w ogóle o niej nie wspominał, a wydaje mi się ciekawa z kilku względów, warto słów kilka tu jej poświęcić. Rzecz dotyczy postępowania z powództwa Les Éditions Albert René Sàrl przeciwko OHIModnosi się do znaków OBELIX i MOBILIX.

Opisując stan faktyczny, chyba można ograniczyć się do minimum i powiedzieć, że W dniu 7 listopada 1997 r. niejaka spółka Orange A/S (zwana dalej „Orange”) na podstawie rozporządzenia nr 40/94 wniosła do OHIM o rejestrację oznaczenia słownego „MOBILIX” jako wspólnotowego znaku towarowego. Zgłoszenie wspólnotowego znaku towarowego stało się przedmiotem sprzeciwu wniesionego przez wnoszącą odwołanie, w którym wskazano na wcześniejsze prawa dotyczące określenia „OBELIX”, w tym przede wszystkim do wcześniejszego zarejestrowanego, wspólnotowego znaku towarowego o takim właśnie brzemieniu. Sprzeciw został oddalony, a potem było oczywiście odwołanie do Izby Odwoławczej (oddalone) skarga do Sądu Pierwszej Instancji (oddalona), a wreszcie i odwołanie do Trybunału.

W efekcie – i to jest najważniejsze – ETS oddalił także to ostatnie odwołanie. Spośród kilku argumentów, które przemówiły za tym rozstrzygnięciem, szczególnie wypada zacytować pkt 99 i 98 orzeczenia, w których stwierdzono co następuje: „nie można krytykować Sądu [Pierwszej Instancji – GJP], że zastosował teorii znoszenia się w pkt 81 zaskarżonego wyroku”. „Z orzecznictwa wynika bowiem, że całościowa ocena prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd zakłada, że występujące między dwoma oznaczeniami różnice koncepcyjne mogą znosić istniejące między nimi podobieństwa brzmieniowe i wizualne, o ile przynajmniej jedno z tych oznaczeń posiada dla właściwego kręgu odbiorców jasne i określone znaczenie, w wyniku czego odbiorcy ci mogą je odczytać w sposób natychmiastowy”.

Jest to bardzo ciekawe, ale dla osób nie do końca kojarzących ową teorię znoszenia (‘counteraction’ theory) trzeba przywołać inne orzeczenie, tj. wyrok z dnia 12 stycznia 2006 r. w sprawie C-361/04 P Ruiz-Picasso i in. przeciwko OHIM, gdzie w pkt 20 powiedziano rzecz następującą: „w przypadku gdy znaczenie przynajmniej jednego z dwóch omawianych oznaczeń jest na tyle jasne i określone, że może ono zostać natychmiast uchwycone przez właściwy krąg odbiorców, stwierdzone pomiędzy tymi oznaczeniami różnice koncepcyjne mogą znosić występujące pomiędzy nimi podobieństwa wizualne i fonetyczne”.

Myślę jednak, że pełne i najlepsze wyjaśnienie tego o co w tym wszystkim chodzi znajdziemy we wcześniejszym fragmencie orzeczenia Ruiz-Picasso (pkt 11), gdzie przytoczono wywody wcześniejszego orzeczenia w tej sprawie – wyroku Sądu Pierwszej Instancji Wspólnot Europejskich z dnia 22 czerwca 2004r. w sprawie T-185/02 Ruiz-Picasso i in. przeciwko OHIM – DaimlerChrysler (PICARO):

55 Pod względem koncepcyjnym oznaczenie słowne PICASSO jest wyjątkowo dobrze znane właściwemu kręgowi odbiorców jako nazwisko słynnego malarza Pabla Picassa. Oznaczenie słowne PICARO może zostać zrozumiane przez osoby pochodzenia hiszpańskiego jako określające w szczególności postać z literatury hiszpańskiej, podczas gdy jest ono pozbawione treści semantycznej dla (przeważającej) części właściwego kręgu odbiorców niebędącej pochodzenia hiszpańskiego. Oznaczenia nie są zatem podobne pod względem koncepcyjnym.

56 Te same różnice koncepcyjne mogą neutralizować w określonych okolicznościach podobieństwa danych oznaczeń pod względem wizualnym i fonetycznym. Taka neutralizacja wymaga, aby przynajmniej jedno ze spornych oznaczeń posiadało z punktu widzenia właściwego kręgu odbiorców jasne i określone znaczenie, tak że odbiorcy ci są w stanie uchwycić je w sposób natychmiastowy [wyrok Sądu z dnia 14 października 2003 r. w sprawie T‑292/02 Phillips-Van Heusen/OHMI – Pash Textilvertrieb und Einzelhandel (BASS), Rec. str. II‑4335].

57 Oznaczenie słowne PICASSO posiada dla właściwego kręgu odbiorców jasną i określoną treść semantyczną. Wbrew twierdzeniom skarżących, na istotność znaczenia oznaczenia dla celów oceny prawdopodobieństwa wprowadzenia w błąd nie wpływa fakt, że znaczenie to nie ma związku z danymi towarami. Renoma malarza Pabla Picassa jest bowiem taka, że w braku odmiennych konkretnych wskazówek nie jest dopuszczalne stwierdzenie, że oznaczenie PICASSO jako znak towarowy dla pojazdów mogłoby się nakładać się w postrzeganiu przeciętnego konsumenta na nazwisko malarza w ten sposób, że konsument ten skonfrontowany z oznaczeniem PICASSO w kontekście omawianych towarów nie będzie odbierał znaczenia oznaczenia jako nazwiska malarza i będzie je zasadniczo postrzegał jako jedną z marek pojazdów.

Wydaje się, że faktycznie, odnośnie znaków OBELIX i MOBILIX są wyraźne różnice koncepcyjne. MOBILIX dość mocno kojarzy się ze wszystkim co jest „mobile”, a nie co było fragmentem kreskówki o starożytnych Galach. Moje dość liberalne poglądy na prawo znaków towarowych, w tym przypadku pokrywają się ze stanowiskiem ETS.

Przywołałem tę sprawę jednak także z innego powodu. Oto bowiem, niejaki Jochen Pagenberg, reprezentujący wydawcę uprawnionego ze znaku OBELIX stwierdzić miał rzekomo (jak podaje Bloomberg): „Jestem całkowicie skonsternowany. Tylko jedna literka oddziela nasz znak towarowy od nazwy Mobilix. Jeśli to nie jest wystarczające, by uzasadnić ryzyko konfuzji, to możemy wyrzucić całe prawo znaków towarowych do śmieci”.

Hmm…. W sumie wiem, że jak prawnik wygra, to mówi: „Wygrałem tę sprawę!”. Jeśli zaś przegra, mówi do swojego klienta: „Cóż, przegraliśmy sprawę”, a nawet „Niestety przegrał Pan sprawę”. Ba! Są i lepsze przypadki. Znam prawnika, profesjonalnego pełnomocnika, z tytułem profesorskim, autorytet w zakresie własności intelektualnej, który po przegranej starał się klientowi wmówić, że to na skutek spisku (sic!).

Mimo wszystko, wypada jednak zaznaczyć, że wspominany Pan Pagenberg nie jest jakimś tam sobie prawnikiem, ale jednym z bardziej znanych i cenionych specjalistów w całej Europie (bio), pracującym w jednej z największych kancelarii zajmujących się prawem IP w Europie. A samo oświadczenie zostało wygłoszone publicznie.

Dlatego myślę, że nie można tak całkiem przejść obok tego obojętnie. Jest to jakiś symptomatyczny sygnał, że prawo własności intelektualnej, zwłaszcza prawo znaków towarowych jest strasznie trudne, strasznie ocenne, strasznie niepewne. Jeśli mogą pojawiać się tak odległe opinie, a przyjęcie danego rozwiązania oparte jest głównie na motywach wypracowancyh przez różne sadowe gremia, a nie wynika jasno z przepisów, to rzeczywiście – można uznać, że takie prawo może wylądować na śmietniku. To oczywiście wyolbrzymiona teza, zresztą specjalnie, ale jestem pewien, że takich zgrzytów i rozbieżności powodujących totalne niezrozumienie będzie jeszcze więcej.

Tym bardziej, że o samej nieszczęsnej, jednej literce w znaku towarowym, można powiedzieć tak wiele…. Ot choćby, inaczej niż w opisanej sprawie OBELIXA, że jednak jedna litera nie robi różnicy. Por. niedawne orzeczenie OHIM w sprawie R 762/2008-4 García v Higson International Ltd.

« »