O dostępie do orzeczeń sadowych

Sprawa związana z dostępnością orzeczeń dla obywateli nie jest szczególnie powiązana z tematyką niniejszego bloga, ale jakieś takie mnie refleksje z tym związane wzięły, że kilka słów napisać mimo wszystko postanowiłem. Wszystko przez dyskusje o niedawnym orzeczeniu Sądu Najwyższego z dnia 26 lipca 2007r.

O słynnym orzeczeniu pewnie już wszyscy słyszeli, a z pewnością słyszeli czytelnicy tego bloga, więc nie ma co więcej pisać (chyba że ktoś chce bardzo, to odsyłam do Vagli i Rzepy). Do czasu jednak, aż nie zostanie opublikowane orzeczenie wraz z uzasadnieniem, warto się zastanowić nad czymś innym. Nad niezwłoczną dostępnością do takich orzeczeń właśnie.

A problemy w tym temacie są co najmniej dwa. Techniczny i prawny.

Jeśli chodzi o problem prawny, to też on rozbija się na kilka kwestii. Jedną z nich jest trudność niektórych sądów ze zrozumieniem współobowiązywania ustawy o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198 ze zm.) i ustaw regulujących poszczególne typy postępowań (jak kpc), a także innych jeszcze aktów prawnych (np. Regulamin wewnętrznego urzędowania sądów powszechnych). Z jednej bowiem strony ustawa o dostępie do informacji publicznej zdaje się obejmować swoim zakresem także orzecznictwo sądów, z drugiej sposób udostępniania orzeczeń uregulowany jest przez przepisy odnoszące się do postępowań. Niech jednak ktoś, kto nie jest stroną danego postępowania, spróbuje uzyskać z sądu treść orzeczenia (z uzasadnieniem), powołując się na kpc. O ile bowiem jeszcze w postępowaniu nieprocesowym wydawałoby się to możliwe (art. 525 kpc), to w procesie chyba nie ma szans.

Teoretycznie więc, od wejścia w życie ustawy o dostępie do informacji publicznej, powinna być otworzona furtka. Niestety, w praktyce często powołanie się na tę ustawę nic nie pomaga. Niektóre sądy w ogóle nie odpowiadają na takie wnioski, inne twierdzą, że ustawy się nie stosuje, jeszcze inne nie wiedzą jak się zachować itp. Mam jednak nadzieję, że praktyka będzie się stopniowo zmieniała, bo od około półtora roku znany jest (jak dobrze że dostępny!) wyrok Naczelnego Sadu Administracyjnego z 16 grudnia 2005r. (sygn. OSK 1782/04), w którym stwierdzono m.in. że „art. 1 ust. 1 ustawy z 6 września 2001 r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198 ze zm.) odnosi się także do sądu jako organu władzy (art. 4 ust. 1 pkt 1), a obowiązek udostępnienia dotyczy zarówno orzeczenia sądu, mieszcząc się w art. 6 ust. 1 pkt 4 lit. a, jak i treści ośrodka odwoławczego, o czym stanowi art. 6 ust. 1 pkt 3 lit. c ustawy”. Dobrze byłoby, gdyby sądy powszechne zapoznały się z tym orzeczeniem.

Wciąż nie są jednak rozwiązane inne problemy. Np. nie wiadomo jakie ponosić trzeba koszty (i czy w ogóle). Co do zasady bowiem, dostęp do informacji publicznej jest bezpłatny, natomiast wydawanie odpisów orzeczeń (lub kserokopii) dla stron postępowania cywilnego wymaga uiszczenia opłat kancelaryjnych. Nie wiadomo więc jak to dobrze rozwiązać. Z jednej bowiem strony, niedobrze byłoby, żeby strona postępowania była gorzej traktowana niż ktoś z zewnątrz, a drugiej jednak, jeśli chciałbym tylko treść uzasadnienia jakiegoś orzeczenia otrzymać w formie elektronicznej, to nie wiadomo jakie i po co opłaty trzebaby ponosić.

Innym problemem jest udostępnianie wokand. Niejednokrotnie (szczególnie dla dziennikarzy) ważna jest znajomość porządku orzekania, godziny i daty, by można się było czegoś dowiedzieć jeszcze przed publikacją orzeczenia. Pytanie jednak, czy wokanda może być uznana za informację publiczną. Nawet jednak jeśli tak, to pojawi się problem choćby z ustawą o ochronie danych osobowych (na problem czego natknął się jakiś czas temu sam Sąd Najwyższy).

Drugi problem związany z dostępnością do orzeczeń to problem techniczny. Moim jednak zdaniem jest to jednak problem pozorny. Ze strony sądów pojawiają się czasem głosy, że publikowanie swoich orzeczeń (pomijając wskazane wątpliwości prawne), zwłaszcza w Internecie, niesie za sobą bardzo poważne trudności, wymagające znacznego wysiłku i nakładów i niemożliwe jest sprostanie wymogom upubliczniania ich, zawłaszcza w niedługim przeciągu czasu.

Przeczą temu jednak obiektywne przesłanki, jak i doświadczenia niektórych sądów. Po pierwsze bowiem trzeba zauważyć, że wszystkie chyba już sądy (a co najmniej okręgowe i wyżej) są na tyle zinformatyzowane, że sentencje i uzasadnienia wyroków pisze się na komputerach. Do tego wprowadzane są jeszcze jakieś dodatkowe systemy, w który zapisuje się orzeczenia i inne rzeczy. Samo jednak posiadanie uzasadnień w formie elektronicznej pozwala na bardzo szybkie przecież wprowadzanie ich do sieci. Nic nie trzeba przepisywać, obróbki redaktorskiej też specjalnej nie ma. Wszystko więc może się bardzo łatwo i szybko odbywać.

Trzeba też pamiętać, że są sądy, które sobie doskonale z tym radzą. Przykładem sztandarowym jest tu ETS. Jego orzeczenia są bowiem dostępne w sieci, tego samego dnia, w którym zostały ogłoszone i do tego jeszcze w dwunastu językach (muszę się jednak przyznać, że nie wiem do końca z czego to wynika. Sprawdziłem bowiem i Statut ETS i jego Regulamin i ani tam słowa o publikowaniu w Internecie. Natomiast poszczególne strony ETS’u podają właśnie takie informacje, czy to formie syntentycznych danych , czy ogólnych opisów, czy jakichś szczegółowych opracowań).

W Polsce chlubnym przykładem (gdyby nie teraźniejsza sprawa z brakiem publikacji orzeczenia o rejestracji prasy internetowej) mógłby być Sąd Najwyższy, ale tylko ograniczony do jego Izby Karnej. Na podanej stornie możemy zobaczyć, jak szybko da się publikować uzasadnienia. Powiem szczerze, że sam się w sumie zdziwiłem, jak zobaczyłem, że rozsztrzygnięcie, które dotyczyło art. 7 ustawy z dnia 5 lipca 2002 r. o ochronie niektórych usług świadczonych drogą elektroniczną opartych lub polegających na dostępie warunkowym, wydane 29 sierpnia 2007r. (sygn. I KZP 19/07 ) i już dostępne, a do tego – co też się chwali – nawet w formacie .pdf (zob. na temat tego orzeczenia uwagi w serwisie Vagla.

Całkowitym przeciwieństwem takiego postępowania jest strona z orzeczeniami Izby Cywilnej. Prócz bowiem kilku wyjątków, lista dostępnych orzeczeń z uzasadnieniami zaczyna się jakieś pół roku wstecz. Przez co najmniej pół roku nie ma wiedzy o stanowisku najważniejszego w Polsce sądu, którego zdanie wpływa na funkcjonowanie innych sądów powszechnych, ale także w znacznym zakresie na funkcjonowanie gospodarki. Uważam to za straszne zaniedbanie i zastanawiam się, czy w niektórych wypadkach nie mogłoby to powodować odpowiedzialności Skarbu Państwa za szkody przy wykonywaniu władzy publicznej.

Szczególnie zaś dziwi mnie, że niektóre orzeczenia w ogóle nie są dostępne. Dla mnie jednym z ważniejszych przykładów jest tutaj wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 stycznia 2007r., sygn. akt I CSK 376/06. Jest to orzeczenie dość ważne (dotyczy zamieszczania reklam w prasie) i dość głośne (sprawa Pana Remuszki). Pisałem o nim już na moim blogu i nawet zamieściłem jego treść (zeskanowaną). Co ciekawe jednak, do dnia dzisiejszego na oficjalnej stronie SN z orzeczeniami, nie ma nawet wzmianki, że taki wyrok był w owym dniu wydany!!! To już naprawdę nie jest fajne.

Cóż więc w tym wszystkim robić? Przede wszystkim trzeba mieć nadzieję, że sądy – kierując się ustawą o dostępie do informacji publicznej – będą chciały w ogóle udostępniać uzasadnienia, co w świetle wskazanego na początku orzeczenia NSA powinno być jasne. Dobrze byłoby jednak sprecyzować zakres danych, które można śmiało publikować, zasady odpłatności, a przede wszystkim terminy w jakich powinno się to odbywać. Do tego czasu trzeba cieszyć się z tego co już robią sądy, a czasem przeszukiwać skrupulatnie sieć w celu znalezienia lepszych informacji (kiedyś pisałem też tutaj o dobrej wyszukiwarce orzeczeń sądów administracyjnych [niestety jest tam dość znaczne opóźnienie z zamieszczeniem aktualnych orzeczeń], czy o biuletynach sądów – np. Sądu Apelacyjnego w Katowicach.

Szkoda jednak mimo wszystko, że tak małą uwagę poświęca się tematowi dostępności właśnie do orzeczeń. W zeszłym roku zorganizowano np. dość dużą i ciekawą konferencję o dostępności do informacji prawnej. Było tam wiele mowy o publikowaniu aktów prawnych, o ich udostępnianiu obywatelom, sporo o szeroko rozumianej informatyce prawniczej, zbiorach aktów prawnych. Natomiast o dostępie do orzeczeń sądowych praktycznie w ogóle nie wspomniano (można zresztą sprawdzić w wydawnictwie pokonferencyjnym – zob. Informacja prawna a prawa obywatela. Konferencja z okazji XXXV-lecia informatyki prawniczej w Polsce i XV-lecia Systemu Informacji Prawnej LEX, red. K. Grajewski, J. Warylewski, Gdańsk, 19-20 czerwca 2006.).

Dobrze byłoby, gdyby się to mogło zmienić. Truizmem jest bowiem stwierdzenie, że szybki dostęp do samych uzasadnień jak i w ogóle orzeczeń sądów może zapobiec tworzeniu się chaosów i dezinformacji w sprawach szeroko dyskutowanych (jak ta z rejestracją blogów jako prasy), może zaoszczędzić pieniądze, pozwala szybciej i lepiej bronić interesów poszkodowanych itp., itd. Dla tych więc, którzy powinni decydować o udostępnianiu orzeczeń w Internecie może warto przywołać na szybkości inny argument. Chodzi mianowicie o koszty. Wyobraźmy sobie bowiem, że ktoś składa do sądu wniosek – powołując się na prawo dostępu do informacji publicznej – o przedłożenie wszystkich orzeczeń na dany temat (np. dotyczących naruszeń autorskich dóbr osobistych). Przygotowanie takiego zestawienia zajęłoby pewnie dość sporo czasu. Natomiast gdyby sąd posiadał internetową bazę orzeczeń, sporządzoną raz dla wszystkich przypadków – proces wyszukiwania zająłby niewspółmiernie mniej czasu. Zresztą nawet jeśli ten problem jest zbyt wyszukany lub niemożliwy do zrealizowania na gruncie ustawy o dostępie do informacji publicznej, to nie ma wątpliwości, że każda przypadek napisania wniosku o przesłanie uzasadnienia jakiegoś orzeczenia w ramach dostępu do informacji publicznej, sporządzenia odpowiedź i dostarczenie go petentowi, musi zabierać więcej czasu, niż odnalezienie przez takiego wnioskodawcę samemu treści orzeczenia w ogólno dostępnej bazie danych. Krótko mówiąc, problem udzielania informacji o orzeczeniach umrze śmiercią naturalną, gdy baza takich orzeczeń zostanie publicznie udostępniona w Internecie.

No to chyba tyle uwag. Wyjątkowo nie o własności intelektualnej, ale jakoś tak się przy sobocie mi rozpisało…

« »