Jam, nie chwaląc się, to uczynił;)

Na stronach internetowych UPRP znalazły się wyniki konkursu ogłoszonego przez Prezesa Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej na prace: habilitacyjną, doktorską, magisterską i studencką z zakresu ochrony własności przemysłowej. Wśród nich znalazła się praca pt. „Dozwolony użytek chronionych znaków towarowych w świetle art. 156 ustawy – Prawo własności przemysłowej”, mojego autorstwa.

„Poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja” itd. – pisał Gombrowicz w swoich dziennikach. Wprawdzie daleko mi do tego Autora, ale jednak to jest blog, a nie serwis informacyjny Onetu, więc mogę sobie pozwolić czasem na całkiem osobiste wstawki, w tym osobiste pochwałki;) Tak czy inaczej na stronach internetowych UPRP znalazły się wyniki konkursu ogłoszonego przez Prezesa Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej na prace: habilitacyjną, doktorską, magisterską i studencką z zakresu ochrony własności przemysłowej. Wśród nich znalazła się praca pt. „Dozwolony użytek chronionych znaków towarowych w świetle art. 156 ustawy – Prawo własności przemysłowej”, mojego autorstwa.
Ale tak naprawdę sam fakt wygrania tej nagrody nie jest bezpośrednią przyczyną tego postu. Tak naprawdę bowiem, oprócz miłego zaskoczenia, że znalazłem uznanie w oczach jury, zdziwiło mnie co innego. Otóż wiadomo, że UPRP ma za zadanie chronić własność intelektualną. Sam konkurs ma zaś tę ochronę jak najbardziej rozpropagować. Tymczasem moja praca jest napisana troszkę na wskroś tego założenia. Ale, ale, nie chciałbym być źle zrozumiany. Nie piszę tam, że pwp trzeba wyrugować z porządku prawnego, albo że UPRP trzeba zlikwidować. Natomiast cały wywód jest prowadzony bardziej z pozycji osoby narażonej na zarzut naruszenia praw wyłącznych, niż ze strony uprawnionego. Dlatego jestem mimo wszystko dość zaskoczony werdyktem, ale też dlatego tym bardziej się cieszę.
Zresztą, jest dość spora szansa, że moja praca ukaże się drukiem, wtenczas wszyscy będą mogli się przekonać jak jest naprawdę. Zanim tak się stanie, jeszcze kilka słów. Otóż, „broń Panie Boże” nie jestem przeciwnikiem prawa IP, wręcz przeciwnie – jak mówił inż. Mamoń, „nie mam nic na przeciwko, ale…” Ale nie znaczy to, że wszystko muszę akceptować w takim kształcie jaki zostanie mi przekazany. Często, tak mi się zdaje, podobne zdanie można zauważyć np. w tekstach Pana Piotra Vagli Waglewskiego. Szczególnie w ramach uwag dotyczących prawa autorskiego – że, mianowicie, wcale nie jest za zniesieniem prawa autorskiego, natomiast nie podobają mu się niektóre rozwiązania, nie podoba mu się rosnąca siła OZZ, czy wysuwanie roszczeń, nie mających oparcia w rzeczywistości. Ja mam dokładnie takie samo zdanie, tu (tj. w pracy), wyrażone na gruncie prawa własności przemysłowej i częściowo uznk.
Dzieje się bowiem coś bardzo niedobrego. Coraz częściej bowiem, zastrzeżony znak towarowy ma za zadanie nie wyróżnić przedsiębiorcę w obrocie, ale zniszczyć konkurenta!. Zarówno w swojej zawodowej praktyce, jak i prywatnie, spotykam się z osobami, które proszą o pomoc, bo: „dostałem takie pismo na kilka stron od jakiejś poważnej kancelarii, że właściwie wszystko co robię, to robię źle i mam im jeszcze zapłacić jakieś horrendalnie zawyżone odszkodowanie. Co mam robić?”. Fakt faktem, że i ja czasem przesyłam takie listy w drugą stronę…. No cóż, taki zawód;) Czasem jest to bądź co bądź uzasadnione.

Najważniejsze jest w tym jednak coś innego – absolutny brak świadomości co do tego co wolno, jak się zachować, z czego można korzystać itd. Objawia się to nie tylko w tych pytaniach, o których piszę wyżej, ale też w dokładnie odwrotnych, tzn.: „wie pan zarejestrowałem sobie taką domenę x [tu pada np. nazwa jakiejś znanej spółki], ale to chyba nie jest zabronione. Przecież nie robię nic nie tak?” Z drugiej strony, nie jest prawdą, że tylko mali mają z tym problemy, tzn. co wolno, a co nie. Żeby przywołać znane przykłady – jakiś czas temu głośno było o tym, że Microsoft naruszył prawa do znaku Złota Rybka, albo że Ikea nielegalnie kopiuje produkty konkurencji. Jak bardzo potrzebna może być znajomość dozwolonego użytku w rmach własności przemysłowej widać zaś szczególnie np. w reklamie porównawczej. Itp. itd.
Okazuje się więc, że ani „duzi” ani „mali” nie wiedzą co można robić z cudzymi znakami towarowymi (innymi prawami na dobrach niematerialnych). „Duzi” mają jednak tę przewagę, że mogą sobie pozwolić na prawnika. Mali przedsiębiorcy, bardzo często niestety, tną koszty na czym się da i wcale chętni nie są do płacenia radcy prawnemu czy adwokatowi. Dlatego zawsze chodziło mi po głowie stworzenie takiego miejsca, w którym można zaczerpnąć choć minimum informacji na ten temat. Świetnym wzorem jest tutaj projekt Chilling Effects, stworzony przez Electronic Frontier Foundation i kilka amerykańskich uniwersytetów. Strona, na której można uzyskać podstawowe i całkiem zaawansowane informacje na temat naruszeń prawa własności intelektualnej daje dużą pomoc. A co najmniej pozwala nie załamać się pierwszym momencie, zaraz po otrzymaniu „wezwania do zaprzestania naruszeń” i zapłaty kilkuset tysięcy złotych odszkodowania;) No, ale niestety, i tak na tego bloga wyrywam ostki wolnego czasu, więc na razie się nie zanosi, żeby coś takiego mogło powstać. Może kiedyś będzie luźniej, albo może będzie jakaś szersza inicjatywa, w której możnaby partycypować. Zobaczymy. Na razie cieszę się, że choć, w jakimś stopniu, poniekąd zdanie odrębne, pojawi się w środowisku. Czy coś z tego wyniknie?

« »