GJP@Press

Prawie kończy się listopad, więc ostatni moment, żeby w miarę aktualnie jeszcze kilka zdań napisać o tekście z czasopiśmie „Press”, który to był tak miły, że raczył zacytować moja wypowiedzieć. Wspominam o tym z jednej strony dla własnej archwiizacji, z drugiej – dla pełnej uczciwości z Czytelnikami. Moimi i „Press’u”. Dlaczego?

Tekst pod tytułem „Cenzura lekarstwem” autorstwa Pani Katarzyny Borowskiej ukazał się na ss.34-36 wydania numer 11(166)/09 (na stronie magazynu treść jest niedostępna, ale w sieci – nie wiem na ile legalnie – można to przeczytać m.in. na stronach farmacja.pl, czy przedstawicielemedyczni.pl). Jak wspomina autorka tekstu w jego wstępie, co pozwalam sobie przytoczyć w całości:

Główny Inspektor Farmaceutyczny dopatrzył się reklamy leku w informacji przygotowanej przez dziennikarza – w dodatku „Zdrowie i Uroda” do „Gazety Wyborczej”. Nakazał zaprzestania „prowadzenia niezgodnej z obowiązującymi przepisami reklamy produktów leczniczych”. Broniąc się przed ingerencją GIF, przedstawiciele gazety tłumaczyli, że ocena tekstu redakcyjnego nie podlega prawu farmaceutycznemu, tylko prasowemu. Przypominali też, że wolność prasy gwarantuje konstytucja. Jednak Główny Inspektor Farmaceutyczny postanowił ocenzurować prasę. To już druga w tym roku jego ingerencja w tekst dziennikarski. Pierwsza dotyczyła „Przyjaciółki”.

Kto chce poczytać całość może sięgnąć do źródła, ja tylko dodam, że moja wypowiedź (w „Press’ie”) wyglądała następująco:

Grzegorz Pacek, prawnik zajmujący się m.in. prawem farmaceutycznym i prawem własności intelektualnej, obawia się, że tak rygorystyczne podejście może doprowadzić do tzw. efektu schłodzenia. – Redakcje mogą przestać dostarczać czytelnikom informacji o lekach, co – paradoksalnie – postawi ich w gorszej sytuacji, niż chciałyby tego organy władzy. Ze strony GIF możemy mieć tu do czynienia z nadgorliwością i swoistą urzędniczą przypadłością szukania dziury w całym – dodaje Pacek.

Tyle tytułem archwizacji. Teraz czas na tłumaczenia. A więc po pierwsze, nie ma co ukrywać, że prawem farmaceutycznym zajmuję się rzadko i za żadnego specjalistę nie chciałbym uchodzić, czego zresztą nigdy nie ukrywałem i co można nawet przeczytać w dwóch choćby wpisach na tym blogu, tj. Ideologia i prawo. Zakaz reklamy środków antykoncepcyjnych, a zwłaszcza Jeszcze o reklamie produktów farmaceutycznych. Po drugie, na prośbę Pani Borowskiej i Jej pytania, przesłałem przygotwaną na szybko trochę dłuższą wypowiedź, którą – co rozumiem w miarę – skróciła na swoje potrzeby. Niemniej jednak, myślę, że mogę ją tutaj w całości przytoczyć:

„W przypadku omawianej decyzji GIF używanie argumentu o ograniczaniu wolności słowa jest w moim przekonaniu lekką przesadą, wszak nie mówimy o informowaniu o działalności opozycji politycznej, a jedynie o artykule dotyczącym – w pewien sposób – reglamentowanego produktu komercyjnego. Nie oznacza to jednak, że ze strony GIF’u nie mamy do czynienia z nadgorliwością i swoistą urzędniczą przypadłością chęci poszukiwania „dziury w całym”. Efektem bowiem tego typu decyzji może być nie zamach na swobodę wypowiedzi, ale np. tzw. efekt schłodzenia, skutkujący zaniechaniem dostarczania konsumentom jakichkolwiek informacji o lekach, co paradoksalnie postawi ich w gorszej pozycji niż chciałyby tego organy władzy.
Merytorycznie zaś wypada przypomnieć, że GIF pobieżnie tylko ujął kontekst wypowiedzi prasowej, w tym charakter działalności gazety, podczas gdy zgodnie z orzecznictwem europejskim, w tym także z głośną sprawą C-421/07, jest on istotną przesłanką oceny. Ponadto GIF w niewystarczający sposób odniósł się do celu informowania, nie wyjaśniając dostatecznie, czy można w konkretnym przypadku mówić o chęci zwiększania sprzedaży bądź konsumpcji produktów leczniczych”.

To chyba tyle. Wyrok w sprawie C-421/07 możecie poczytać tutaj.

Aha, a tak poza tym, to „Press” jest bardzo ciekawym wydawnictwem, także dla prawników. Prócz bowiem szerokiego omówienia sprawy z GIF’em można tam np. poczytać o: sporach Radia PiN z Chilli Zet (a głównie dotyczących znaku towarowego „Radio-Czuły Barbarzyńca” v. „Radioczuły Barbarzyńca” – ponoć sprawa toczy się przed UPRP), autoryzowania wywiadu Weroniki Marczuk-Pazury przez jej prawnika w wywiadzie dla „Teraz my!” w TVN, o reklamie porównawczej i – w jej kontekście – ciekawym rozwiazaniu procesowym, gdzie Maspex złożył wnioski o zabezpieczenie w kilku sądach jednocześnie, o wyroku sądu amerykanskiego w sprawie Małgorzata Cimoszewicz-Harlan v. „Wprost”, czy o wolności słowa w kontekście orzeczenia w sprawie „Gościa Niedzielnego” i Alicji Tysiąc. Naprwdę dużo fajnych rzeczy.

Miłej lektury.

« »