Gmail, renoma i prawo do domeny

Ostatnio na stronach Sądu Polubownego ds. Domen Internetowych przy PIIT ukazały się trzy nowe orzeczenia. Arbitrzy rozpatrywali prawa do nazw domen: exponet.pl, gmail.com.pl i armatura.pl. O dwóch z nich pisał krótko Darek Czuchaj (nie wiem dlaczego nie wspomniał o trzecim). Darek na swoim blogu szczególnie dużo uwagi poświęca sporowi związanemu z domeną dla jednej z usług Google’a i w konkluzji bardzo chwali orzeczenie. Ja niestety nie mogę się z tym zgodzić.

Dla tych, którzy orzeczenia jeszcze nie widzieli, albo nie chce im się wszystkiego czytać, podam, że Sąd Polubowny, w składzie Arbitra – Rafała Golata, po rozpoznaniu powództwa Powoda – Google Inc. z siedzibą w USA, przeciwko nieznanemu z imienia ani nazwiska Pozwanemu, w sprawie o ustalenie, uznał, że Pozwany „poprzez rejestrację i używanie nazwy domeny gmail.com.pl naruszył prawo do uzyskanej przez Powoda renomy na rynku.

No właśnie, jedyne na czym oparł się Sąd, to właśnie naruszenie prawa do renomy. Nie było bowiem żadnej innej podstawy, aby doszukać się naruszenia. Pozwany nie jest (nie był) przedsiębiorcą, więc nie można było oprzeć się na ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (co Arbiter słusznie przyjął), nie zdołano wykazać cybersquattingu (nie było dowodu, który świadczyłby o chęci odsprzedaży domeny; nota bene nigdy za bardzo nie rozumiem dlaczego chęć sprzedaży ma – założenia – świadczyć o cybersquattingu, czy w ogóle o złej wierze, przecież to jest normalny towar, którym można handlować). Na marginesie jeszcze trzeba dodać, że Powód nie posiada (nie posiadał) też zarejestrowanego w Urzędzie Patentowym znaku towarowego „gmail”.

Ze wszystkich rzeczy pozostało więc rozpatrzenie naruszenia dobra osobistego osoby prawnej (art. 23 i 24 w zw. z art. 43 kc). I to nie dobra w postaci np. firmy, bo oznaczenie „gmail” nie jest nazwą powoda (jest nią „Google”), ale nazwą usługi.

Pan Rafał Golat poświęcił dość sporo uwagi na tłumaczenie dlaczego Pozwany naruszył prawo do renomy (usługi), ale niestety dla mnie te wyjaśnienia są mało satysfakcjonujące. Pomijam już pewne nieścisłości i quasi-aprioryczne założenia w treści uzasadnienia – np. w jednym miejscu wspomina się o tym, że „co prawda z materiału dowodowego nie wynika, że każdy użytkownik usługi „Gmail” kojarzy tę usługę z firmą Google. Nie sposób jednak w świetle materiału dowodowego uznać, że skojarzenia takie w ogóle nie występują” (sic!).

Najbardziej dla mnie niezadowalającym jest to, że z całej treści przedmiotowego uzasadnienia nie dowiaduję się nie tylko czym jest rzeczywiście renoma usługi „gmail”, ale co więcej – i to chyba powinno być najważniejsze – na czym konkretnie polegało naruszenie przez Pozwanego tej renomy? (jedyne chyba wyjaśnienie jakiego można się doszukać brzmi następująco: „renoma rynkowa jest szczególnym, nienazwanym dobrem prawnym, którego istnienie jest potwierdzone w przepisach ustawowych.

Skoro nie znalazłem tego co oczekiwałem w orzeczeniu, odrobiłem krótką lekcję przypominawczo-poznawczą. Przypominawczą, bo teoretycznie z racji wykształcenia i zajęć zawodowo-naukowych nie raz się przecież z pojęciem renomy spotyka. Poznawczą, bo znalazłem kilka rzeczy, których nigdy wcześniej nie widziałem. Niektórymi z nich niech więc zatem tu się podzielę.

Trzeba w tym miejscu przyznać, że zadanie opisania tego czym jest renoma nie jest wprawdzie łatwe. Renoma może się bowiem kojarzyć np. z klientelą. Tak np. zdaje się sugerować M. Bednarek w komentarzu do art. 55[1] kc (M. Bednarek, Mienie. Komentarz do art. 44-55(3) Kodeksu cywilnego, Zakamycze, 1997), choć już w wyjaśnieniach do kolejnego artykułu (55[2]) Autor, te dwa pojęcia (renomę i klientelę) oddziela. Podobnie też St. Rudnicki, przy tych samych przepisach oddziela klientelę od renomy (St. Rudnicki, Komentarz do kodeksu cywilnego. Księga pierwsza. Część ogólna, Warszawa 2002, s. 179), przy czym tę ostatnią utożsamia z dobrym imieniem. Inni autorzy utożsamiają renomą z anglosaskim pojęciem goodwill (por. P. Kozłowska-Kalisz, Odpowiedzialność karna za naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa Zakamycze 2006). Warto w tym miejscu przywołać jedno z orzeczeń cytowanych przez ww. Autorkę, które ma podawać, iż goodwill to „pojęcie bardzo łatwe do opisania, lecz bardzo trudne do zdefiniowania. To korzyść, jaką przynosi dobre imię, reputacja i powiązania danego przedsiębiorstwa. To siła przyciągająca klientelę. To cecha, która odróżnia stare, dobrze ustabilizowane przedsiębiorstwo od nowego, które dopiero rozpoczyna działalność” (wyrok SA w Lublinie z dnia 30 września 1998 r., I Aca 281/98, Apel.-Lub. 1999, nr 1, poz. 1).
Na koniec, żeby nie przedłużać tych opisów, można jeszcze przywołać całkiem niedawne orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, który stwierdził, że „pojęcie >>renomy<< powinno być utożsamiane ze stanem faktycznym, na który składają się: wewnętrzna struktura organizacyjna firmy, kontakty z klientami, pozycja na rynku, lojalność i oddanie kadry zarządzającej oraz jakość systemu zarządzania i umiejętności pracowników” (wyrok NSA W-wa z dnia 20 czerwca 2006r., II FSK 839/05, LEX nr 230969).

Jak wobec powyższych opisów można uznać, że Pozwany naruszył prawo do renomy Powoda? Czy utrzymywanie domeny gmail.com.pl naruszyło lojalność i oddanie kadry zarządzającej, czy umniejszyło umiejętności pracowników, a może naruszało dobre imię Google’a? (na stronie internetowej pod wskazanym adresem nic nie było, Pozwany – wedle ustaleń Sądu – korzystał z niej tylko w zakresie posiadania adresu: info@gmail.com.pl).

Od razu jednak chcę zastrzec, że wcale nie uważam, że niemożliwe jest ustalenie, że w tej sprawie Pozwany dopuścił się naruszenia dóbr osobistych Google’a, w tym może nawet i renomy. Tylko że z uzasadnienia nijak do tego nie mogę dojść i zupełnie mnie to nie przekonuje.

Na marginesie można jeszcze dodać, że ewentualne ustalenia naruszenia praw do domeny gmail.com.pl powinny też uwzględniać m.in. to, że na stronie gmail.org cały czas funkcjonuje jakiś dziwny serwis, którego wcale nie firmuje Google, z kolei w Niemczech istnieje niezależna także od Google’a usługa poczty elektronicznej pod adresem gmail.de (zob. też artykuł na stronie ArsTechnica). Wreszcie nie można zapomnieć, że np. w Wielkiej Brytanii Google przegrało spór o używanie znaku „gmail”, do czego zresztą Google otwarcie przyznaje się na swoich stronach internetowych. Acha, i jeszcze można przypomnieć niedawną historię związaną z Grupą Młodych Literatów i Artystów, którzy założyli i utrzymywali stronę gmail.pl. Więcej o tych historiach pobocznych można przeczytać na stronach Vagli, Olgierda Rudaka (plus jeszcze – to – też strona p. Olgierda) oraz Dziennika Internautów.

« »