Glosa do wyroku w sprawie Shield Mark

Dźwiękowe znaki towarowe – uwagi na tle orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Shield Mark – artykuł, który swego czasu został opublikowany w czasopiśmie „Nowator” (nr 1/2006), wydawanym przez Wielkopolski Klub Techniki i Racjonalizacji w Poznaniu

Postanowiłem zamieścić jeden z moich opublikowanych artykułów. Omawia on ciekawą sprawę dotyczącą dźwiękowych znaków towarowych. Artykuł już nieco ponad rok chyba, ale moim zdaniem wciąż jest aktualny. Tym bardziej, że nie spotkałem się dotąd ani z innym omówieniem wskazanego orzeczenia w sprawie Shield Mark, ani też jakoś nie mogę zauważyć zbyt wielu prac dotyczących dźwiękowych znaków towarowych (a nawet w ogóle niekonwencjonalnych znaków towarowych). Dlatego mam nadzieję, że może się to nadal komuś przydać i – oby! – spodobać. Artykuł można przeczytać na niniejszej stronie poniżej, ale też ściągnąć go sobie w formacie pdf – tutaj.

Chciałem jeszcze tylko serdecznie podziękować Panu Zbigniewowi Ciupińskiemu, redaktorowi naczelnemu magazynu „NOWATOR XXI” za zgodę na umieszczenie artykułu na moim blogu.

Dźwiękowe znaki towarowe – uwagi na tle orzeczenia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Shield Mark.

Rzemieślnicy i kupcy już od czasów antycznych opatrywali swoje towary różnorakimi oznaczeniami w celu odróżnienia ich od towarów konkurencji. Przez długi okres czasu mieli oni do swojej dyspozycji jedynie znaki słowne lub graficzne. Obecnie, rozwój techniki stawia przed przedsiębiorcami możliwość korzystania z o wiele szerszej gamy znaków, wśród których prym powoli zaczynają wieść tzw. oznaczenia sensoryczne, czyli takie, które odbierane są przy pomocy zmysłu słuchu, węchu i smaku. Przez pewien czas w literaturze określane były one zbiorczą nazwą jako „nowe” lub „niekonwencjonalne” znaki towarowe. Jednak zważywszy na coraz dłuższą listę przyznanych praw ochronnych na dźwiękowe czy zapachowe znaki towarowe, można uznać tę praktykę za nieaktualną[i]. Niemniej ustalona tendencja nie oznacza braku problemów proceduralnych związanych z rejestracją poszczególnych zgłoszeń. Dlatego też poniższy artykuł, w pełni akceptując dopuszczalność rejestracji znaków towarowych dźwiękowych, ma na celu przede wszystkim wykazanie pewnych nieścisłości, a nawet sprzeczności, które ujawniły się w wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (dalej: ETS) z dnia 27 listopada 2003r. w sprawie Shield Mark BV przeciwko Joost Kist h.o.d.n. Memex[ii], a które mogą mieć wpływ na przyszłą praktykę, w tym także praktykę sądów polskich.

Stan faktyczny

Omawiane orzeczenie zapadło jako odpowiedź na wniosek o wydanie orzeczenia wstępnego, wystosowany do ETS przez holenderski Sąd Najwyższy w Hadze (Hoge Raad der Nederlanden), przy następującym stanie faktycznym. Agencja Shield Mark, wytwarzająca oprogramowanie software’owe dla prawników i specjalistów od marketingu, posiadała 14 znaków towarowych zarejestrowanych w Beneluksie, z czego 11 dotyczyło motywu muzycznego zaczerpniętego z utworu „Dla Elizy” Ludwiga van Beethovena, 3 zaś pozostałe odnosiły się do odgłosu piania koguta. Natomiast pan Joost Kist, prowadzący działalności pod nazwą Memex, był doradcą i konsultantem w sprawach własności przemysłowej i reklamy. Począwszy od 1 stycznia 1995r. firma Memex rozpoczęła kampanię reklamową, używając tych samych dźwięków i tych samych technik co Shield Mark, dlatego też ten ostatni wystąpił na drogę sądową, żądając wydania orzeczenia, zakazującego takich praktyk. Sąd (Gerechtshofte’s Gravenhage) uznał roszczenia oparte na odpowiedzialności cywilnej, jednakże odrzucił żądania oparte na prawie znaków towarowych, przyjmując, że intencją Państw Członkowskich Beneluksu było odmówienie możliwości rejestracji dźwięków jako znaków towarowych. Po wniesionym odwołaniu Sąd Najwyższy Beneluksu postanowił zawiesić postępowanie i skierował do ETS następujące pytania: 1) czy wspólnotowa regulacja, a konkretnie art.2 Dyrektywy nr 89/104/EWG[iii], powinna być interpretowana jako niedopuszczająca do rejestracji dźwięków i odgłosów jako znaków towarowych oraz 2) jeżeli art.2 Dyrektywy uniemożliwia taką interpretację, to jakie wymagania muszą zostać spełnione, by znak został uznany jako dający się przedstawić graficznie, w szczególności, czy wymagania te są spełnione, gdy dźwięk lub odgłos rejestrowany jest w jednej z następujących form: a) zapisu nutowego, b) słownego opisu – onomatopei, c) słownego opisu w postaci innej niż onomatopeja, d) graficznej reprezentacji takiej jak sonogram, e) nagrania dźwiękowego (dołączonego do formularza, bądź dostępnego via Internet), f) kombinacji ww. metod, czy też g) innej formy, a jeśli tak, to jakiej.

Odpowiedź na pierwsze pytanie nie budziła wątpliwości i ETS jednoznacznie orzekł, że na gruncie art.2 Dyrektywy znaki dźwiękowe mogą być uznane za znaki towarowe, pod warunkiem, że posiadają zdolność odróżniającą oraz mogą być przedstawione graficznie. Jeśli natomiast chodzi o odpowiedź na pytanie drugie, to ETS uznał, że na gruncie art. 2 Dyrektywy znak towarowy może składać się z oznaczenia, które samo w sobie nie jest dostrzegalne wzrokowo, pod warunkiem, że może być przedstawione w formie graficznej, w szczególności poprzez obrazy, linie lub symbole oraz, że reprezentacja jest jasna, precyzyjna, zwarta, łatwo dostępna, zrozumiała, trwała i obiektywna. Dalej zaś stwierdził, że w wypadku znaków dźwiękowych powyższe warunki nie są spełnione, jeżeli znak przedstawiony jest graficznie poprzez opis z użyciem zapisanych słów, jak np. wskazanie, że znak składa się z nut tworzących utwór muzyczny, albo wskazujących, że chodzi o krzyk zwierzęcia, albo poprzez prostą onomatopeję bez niczego więcej, albo poprzez sekwencję nut bez niczego więcej. Z drugiej strony, wskazane wymagania są spełnione tam, gdzie znak przedstawiony jest poprzez pięciolinię, podzieloną na takty, przedstawiającą w szczególności klucz, nuty i pozostałe elementy wskazujące na wartość rytmiczną i (tam gdzie niezbędne) znaki chromatyczne. To właśnie na tle odpowiedzi dotyczącej drugiego pytania, zadanego przez sąd krajowy rodzą się największe problemy, dotyczące nie tylko dopuszczalnych form przedstawiania, ale też rozumienia warunku graficznej przedstawialności w ogóle, co też będzie przedmiotem dalszej części niniejszego opracowania.

Należy w tym miejscu dodać jednak jeszcze, że ETS w swoim orzeczeniu nie odniósł się do wszystkich form przedstawieniowych, o które pytał Sąd Najwyższy Beneluksu. Powołał się bowiem na wcześniejsze orzeczenia w sprawie Bosmana[iv] oraz Gantner Electronic[v], gdzie uznano, że ETS może odrzucić prośbę sądu krajowego w zakresie w jakim skierowane pytanie dotyczy problemu generalnego lub hipotetycznego. Ponieważ więc, w przedmiotowej sprawie Shield Mark nie dołączył do wniosku o rejestrację sonogramu, ani nagrania dźwięku, ani też kombinacji tych metod, to ETS postanowił się nie odnosić do tych form, prezentując swoje uwagi jedynie na temat słownego opisu, onomatopei oraz zapisu nutowego.

Trzeba też podkreślić, że analizę poszczególnych form przedstawiania, ETS prowadził poprzez ustaloną w sprawie Sieckamann’a doktrynę, przyjmującą, że znak towarowy może składać się z oznaczenia, które samo w sobie nie jest zdolne do bycia dostrzeżonym wizualnie, pod warunkiem, że może być przedstawione graficznie, zwłaszcza poprzez obrazy, linie, litery lub cyfry oraz, że przedstawiona reprezentacja jest jasna, precyzyjna, zwarta, łatwo dostępna, czytelna, trwała i obiektywna[vi].

Onomatopeja i słowny opis

Nie ma sporu co do tego, że onomatopeja nie spełnia warunku graficznej przedstawialności. Już samo porównanie holenderskiego określenia (zgłoszonego przez Shield Mark) „Kukelekuuuuu” z polskim „Kukuryku”, pokazuje ogromną różnicę w próbie opisania odgłosu piania koguta słowami dźwiękonaśladowczymi i trudno przypuszczać, by przedsiębiorcy z różnych krajów, bezproblemowo zorientowali się jakich dźwięków, odgłosów czy hałasów dotyczy dane określenie[vii]. Jeszcze większe problemy mogą powstać w razie próby rejestracji dźwięków, które nie są tak powszechnie znane jak np. właśnie pianie koguta. Można tu wspomnieć o próbie rejestracji znaku towarowego składającego się z odgłosu „déclic”. Początkowo zgłaszający, spółka Qlicksmart Pty Ltd. ograniczyła się tylko do ww. krótkiego opisu, później jednak doprecyzowała, że chodzi o odgłos „déclic” wydawany przez instrument chirurgiczny. Niemniej jednak Druga Izba Odwoławcza Urzędu ds. Harominacji Rynku Wewnętrznego (Znaki Towarowe i Wzory Przemysłowe) w Alicante (dalej: OHIM) uznała, że rejestracja nie jest dopuszczalna, gdyż zgłaszający nie podał wskazówek pomagających przy rozstrzygnięciu jak właściwie brzmi odgłos „déclic”[viii].

Jakkolwiek stanowisko w sprawie onomatopei należy uznać za zasadne, to można wysunąć pewne zarzuty wobec równoczesnego uznania przez ETS, że warunku graficznej przedstawialności, nie spełnia również słowny opis danego dźwięku, czy odgłosu. Moim zdaniem opis taki można mimo wszystko uznać jako wystarczająco precyzyjny i klarowny przynajmniej w odniesieniu do dźwięków powszechnie znanych, natomiast co do innych odgłosów, mógłby w konkretnych okolicznościach okazać się pomocny w dookreśleniu chociażby podanej w zgłoszeniu onomatopei[ix]. Należy w tym miejscu jednak dodać trzy uwagi. Po pierwsze powszechną znajomość dźwięków czy odgłosów należałoby (w drodze ostrożnej analogii) rozumieć tak samo, jak notoryjność znaków towarowych w ogóle – tzn., że za znak towarowy powszechnie znany uważa się znak znany połowie potencjalnych nabywców towarów[x]. Wydaje się, że przynajmniej w naszym kręgu kulturowym określenie: „dziewięć pierwszych dźwięków utworu >>Dla Elizy<<” (takie m.in. znalazło się w zgłoszeniu Shield Mark), czy też określenie: „pianie koguta” wywoła jednoznaczne skojarzenia pośród znaczącej większości odbiorców. Po drugie uznanie, że opis słowny może być wystarczająco jasny, ma też swoje potwierdzenie w dotychczasowym orzecznictwie OHIM. Chodzi tu oczywiście o szeroko komentowaną decyzję w sprawie „zapachu świeżo skoszonej trawy”[xi]. I wreszcie, po trzecie, należy zauważyć, że obecnie obowiązujące prawo w obszar wyłącznego prawa chroniącego znak towarowy, włącza nie tylko znaki identyczne, ale też i podobne. Co więcej, pojęciem używania znaku obejmuje się także używanie znaku różniącego się od tego, na który udzielono prawa ochronnego, w elementach, które nie zmieniają jego odróżniającego charakteru[xii]. Stąd też uwaga wyrażona przez jednego z niemieckich komentatorów, jakoby „świeżo skoszona trawa w jego mieście rodzinnym pachniała inaczej niż w Alicante” zdaje się być nieco nieuzasadnioną[xiii].

Sonogram i zapis nutowy

Chociaż jak wspomniano, komentowany wyrok ETS nie odniósł się w swej treści jednoznacznie do możliwości graficznego przedstawienia w formie sonogramu, to niniejsze opracowanie zawiera omówienie tejże problematyki łącznie z odniesieniem do zapisu nutowego, ze względu na pewne charakterystyczne cechy wspólne, przejawiające się w obu tych formach.

Należy zacząć od tego, że ETS uznał, iż jakkolwiek nuty są najczęstszą metodą opisu dźwięków muzyki, to prosta sekwencja podanych nut – tak jak to uczyniono w zgłoszeniu Shield Mark, tj. „E, D#, E, D#, E, B, D, C, A” – nie spełnia wymagania z art. 2 Dyrektywy, w przeciwieństwie do zapisu na pięciolinii, który może być zapisem wiarygodnym, jeżeli posiada klucz, podział na takty, określone tempo itp. Takie stanowisko można uznać za zadowalające, jednakże wcale nie wolne od wad. Pięciolinia jest bowiem, wbrew potocznym opiniom, tylko jednym – i wcale nie najlepszym, a jedynie najpopularniejszym – sposobem zapisu dźwięków muzycznych. Jest pewnym umownym sposobem kodowania sekwencji dźwiękowych. Adresatem zaś tego kodu są wykonawcy, którzy nadają dziełu ostateczne brzmienie, według własnej, artystycznej wyobraźni. Wziąwszy pod uwagę, że interpretacje (wykonania) nierzadko bardzo od siebie odbiegają, może dziwić przekonanie ETS, że zapis nutowy na pięciolinii spełnia kryteria sformułowane w sprawie Sieckmann’a, w szczególności: precyzyjność, trwałość i obiektywizm. Co więcej stanowisko ETS krytykowane jest z drugiej jeszcze strony. D. Vaver stwierdził, że przyjęcie stanowiska jakoby zapis na pięciolinii był zrozumiały i łatwo dostępny jest nierealistyczne, bo zakłada standard zapisu muzycznego, którego brak u całkiem wielu popularnych kompozytorów[xiv]. I rzeczywiście, jeżeli wyobrazić sobie sytuację, że ktoś chciałby zarejestrować jako dźwiękowy znak towarowy fragment utworu awangardowych twórców jazzu, jak Braxtona, Butcha Morrisa, Zorna, czy też nowoczesnej muzyki poważnej – np. Pendereckiego, to w świetle komentowanego wyroku okaże się to niemożliwe. Biorąc pod uwagę wspomniane niedoskonałości można wyrazić żal, że ETS nie zdecydował się mimo wszystko, choć w najmniejszym stopniu określić swojego stanowiska wobec sonogramu. Tym bardziej, że tym krokiem pozostawił otwartym pytanie na temat tego, czy pianie koguta (bądź inne odgłosy) może być w ogóle zarejestrowane w jakiejś formie.

Sonogram (lub spektrogram) to zapis pomiaru widma częstotliwości dźwięków dokonany przez urządzenie zwane spektrometrem akustycznym[xv] i służy do identyfikacji dźwięków fonetycznych, do analizy krzyków zwierząt, procesów mówienia. Używany jest też w innych obszarach muzyki[xvi]. Dlatego też w literaturze prawniczej powszechnie przyjmuje się, że taka wizualizacja spełnia kryterium graficznej przedstawialności[xvii].

Takie stanowisko przyjął też OHIM w decyzji z 29 września 2003r.[xviii], w której firma Metro-Goldwyn-Mayer próbowała zarejestrować jako dźwiękowy znak towarowy charakterystyczny dla tej wytwórni filmowej ryk lwa. Czwarta Izba Zażaleniowa po przeprowadzeniu skrupulatnego badania załączonego w formularzu zgłoszenia diagramu oraz analizie specyfiki zapisu spektograficznego, orzekła zdecydowanie, że sonogram jest ważnym i stosowanym w praktyce sposobem graficznej reprezentacji znaku towarowego[xix]. I jakkolwiek w tej konkretnej sprawie odmówiono rejestracji (sonogram nie posiadał niezbędnej – zdaniem Izby Zażaleniowej – prezentacji skali na osi czasu i częstotliwości), to stwierdzono, że zapis sonogramu jest „porównywalny” z zapisem nutowym na pięciolinii, a w pewnych sprawach nawet go przewyższa, bo może zawierać więcej „odcieni i charakterystyki dźwięku”[xx]. Ponadto jeszcze, uznano, że nie jest przekonywująca wątpliwość, że sonogram nie może być odczytany przez sprawdzających. Odczytanie bowiem zapisu nutowego z pięciolinii wymaga pewnego treningu, tak samo jak odczytanie sonogramu[xxi].

Wymóg graficznej przedstawialności w ogóle

Powyższych uwag dokonano nie tylko po to, by podsumować stanowisko judykatury oraz doktryny w sprawie trudności związanych z możliwym formami graficznej przedstawialności znaków towarowych, ale też po to, by móc zwrócić uwagę na pożądaną wykładnię warunku przewidzianego w art.2 Dyrektywy.

Dotychczas w piśmiennictwie wyrażono rozmaite poglądy na temat funkcji i celu tego wymogu. D . Kiedrowska powołując się na zagraniczną literaturę[xxii] pisze, że „niekiedy zwraca się uwagę na fakt, że wymóg graficznej przedstawialności związany jest z czysto technicznym aspektem rejestracji znaku”. Takiemu stanowisku zdecydowanie przeciwstawia się R. Skubisz, twierdząc, że przedmiotowa przesłanka „nie ma charakteru technicznego, ale jest podyktowana koniecznością zapewnienia funkcjonowania całego systemu rejestracji znaków towarowych” oraz że „wskazany wymóg – umożliwiając ustalenie praw wyłącznych – realizuje postulat bezpieczeństwa prawnego w obrocie gospodarczym”[xxiii]. Tak sformułowany cel i funkcja, skierowane są z jednej strony do kompetentnych organów, z drugiej zaś do przedsiębiorców, którzy muszą mieć możliwość odszukania zgłoszeń do rejestru i rejestracji dokonanych, aby w ten sposób uzyskać istotne informacje dotyczące zakresu praw osób trzecich. W bardzo podobnym tonie stanowisko swoje objaśnił rzecznik generalny ETS Ruiz-Jarabo Colomer, zarówno w opinii w sprawie Sieckmann’a[xxiv], jak i w sprawie Shield Mark[xxv]. Z jedną wszak istotną różnicą. Otóż rzecznik generalny, wśród podmiotów, które powinny być zdatne do precyzyjnej znajomości obiektu, na który ma być nałożona ochrona, obok „kompetentnych organów” i przedsiębiorców stawia również konsumentów. W tym miejscu należy zadać pytanie, czy taka konstatacja jest uzasadniona, a nawet jeśli tak, to czy jest ona pożądana. Moim zdaniem, trzeba tu udzielić odpowiedzi przeczącej.

Bezsprzecznie żaden odbiorca (potencjalny, finalny klient), do którego skierowany jest znak towarowy (bez względu na to, czy chodzi o znak tradycyjny, czy „niekonwencjonalny”), nie sprawdza w odpowiednim urzędzie patentowym w jaki sposób został zarejestrowany, czy w szczególności jego graficzna reprezentacja sformułowana jest w sposób jasny, precyzyjny, zwarty, łatwo dostępny, czytelny, trwały i obiektywny. Takie zachowanie, nawet gdyby wystąpiło, należałoby uznać za nieżyciowe i nielogiczne. Dlatego uważam, że z wyżej przedstawionego poglądu R. Skubisza można wyinterpretować następujące stanowisko (choć sam autor wyraźnie tego nie czyni), dokonując poniższego rozróżnienia.

Otóż, skoro wymóg graficznej przedstawialności, jakkolwiek jest elementem konstytutywnym pojęcia znaku towarowego, ma na celu zapewnienie pewności obrotu gospodarczego, to powinien być interpretowany jedynie poprzez pryzmat interesu przedsiębiorców, będących konkurentami przedsiębiorcy dokonującego zgłoszenia. Natomiast wymaganie, aby oznaczenie posiadało zdolność do odróżniania (i zdolność odróżniającą) należy badać poprzez pryzmat interesów tak innych przedsiębiorców, jak i finalnych odbiorców – w szczególności konsumentów.

Należy od razu zaznaczyć, że powyższa uwaga poczyniona jest w konkretnym celu. Przyjmując bowiem takie rozróżnienie, możemy postawić znacznie wyższe wymagania innym uczestnikom obrotu, nie oznaczające jednak wcale niemożliwych do spełnienia. Jeżeli „kompetentny organ” państwa może dokonać choćby analizy zapisu spektogramu akustycznego lub innej wizualizacji komputerowej wyników analizy widmowo-czasowej, to dlaczego nie założyć, iż tego samego może dokonać przedsiębiorca[xxvi]. Tym samym wszelkie obawy dotyczące trudności w dekodowaniu specjalistycznych zapisów nie mogą być uważane za zasadne (dotyczy to oczywiście nie tylko sonogramu, czy zapisu nutowego, ale też innych przypadków znaków towarowych – a więc np. wzoru chemicznego).[xxvii]

Podsumowanie

Omawiany wyrok w sprawie Shield Mark jest kolejnym orzeczeniem, które ukazuje prawdopodobnie trwałą już praktykę opierania się w ramach interpretacji art.2 Dyrektywy na siedmiu kryteriach sformułowanych w sprawie Sieckmann’a[xxviii]. Praktyka ta nie oznacza jednak braku nowości. ETS odpowiedział m.in. na wskazane w piśmiennictwie twierdzenie, że w świetle „doktryny Sieckmanna” nie będzie dopuszczalna rejestracja znaków dźwiękowych przedstawionych w sposób konwencjonalny – w formie zapisu nutowego[xxix]. Odpowiedź ta, nie jest jednak pełna (sonogram), nie zawsze wystarczająco precyzyjna i dodatkowo wcale nie wolna od wad (zapis nutowy, opis słowny). Można się jednak zastanawiać, czy lepsza odpowiedź w ogóle mogła (i może) być zaprezentowana. Dlatego najważniejszym postulatem de lege ferenda było do nie dawna domaganie się takiej zmiany procedury, aby na terenie UE umożliwić rejestrację, poprzez załączanie zapisu audio (zapisu fonograficznego). Okazało się, że głosy prawników praktyków i teoretyków nie pozostały bez odpowiedzi. Rozporządzeniem nr 1041/2004[xxx] z dnia 29 czerwca 2005r. Komisja Wspólnot Europejskich zmieniła rozporządzenie (WE) nr 2868/95 wykonujące rozporządzenie Rady (WE) nr 40/94 w sprawie wspólnotowego znaku towarowego, stanowiąc m.in., że „elektroniczne składanie oraz publikacja zgłoszeń wspólnotowego znaku towarowego powinno ułatwić zgłaszanie znaków towarowych w ogóle, a w szczególności usprawnić zgłaszanie znaków towarowych, które zawierają barwy lub dźwięki, poprzez jasne, precyzyjne, kompletne, łatwo dostępne, czytelne, trwałe i obiektywne przedstawienie takiego znaku”. Natomiast zasada 1 ustęp 6 zmienionego rozporządzenia otrzymała następujące brzmienie: „Jeżeli zgłasza się do rejestracji znak dźwiękowy, przedstawienie znaku zawiera graficzne przedstawienie dźwięku, w szczególności zapis muzyczny; w przypadku składania zgłoszenia drogą elektroniczną do przedstawienia znaku można załączyć plik elektroniczny z dźwiękiem. Format i maksymalny rozmiar pliku elektronicznego określa Prezes Urzędu”.

Posunięcie Komisji należy ocenić jak najbardziej pozytywnie[xxxi]. Niemniej jednak nie można wykluczyć, że przedstawione w niniejszym opracowaniu problemy nie będą nadal występować, gdyż nie zawsze zgłoszeniodawcy będą chcieli, czy też mogli załączyć zapis fonograficzny. Natomiast prezentowana w niniejszym opracowaniu wykładnia, która każe brać pod uwagę uzasadnione, prawnie chronione interesy konkurentów (a pomija sytuację odbiorców – konsumentów), może się okazać pomocna także dla polskich sądów, które coraz częściej w swoich wyrokach opierają się w zakresie prawa znaków towarowych na praktyce orzeczniczej ETS[xxxii]. Proponowana interpretacja może umożliwić postawienie wyższego kryterium w zakresie zdolności dekodowania „specjalistycznych” zapisów, a tym samym pozwoli nieco wyrównać różnice w położeniu europejskich (w tym polskich) przedsiębiorców do ich amerykańskich konkurentów, którzy posiadają znacząco uproszczoną procedurę rejestracji znaków towarowych dźwiękowych[xxxiii].

Grzegorz Jarosław Pacek[i] Tak czy inaczej, można wyrazić pewne zastrzeżenie do określenia „niekonwencjonalne”, które suponuje odmienność, co z kolei nakazuje ostrożne podejście do możliwości rejestracyjnych tak określonych znaków. Dlatego używam tego pojęcia ujętego w cudzysłów

[ii] Orzeczenie ETS Shield Mark BV v. Joost Kist h.o.d.n. Memex, C-283/01, OJ C 21, 24.01.2004, p. 4, wyrok wraz z uzasadnieniem w języku angielskim dostępny na stronach curia.eu.int

[iii] Dyrektywa z dnia 21 grudnia 1988r. w sprawie zbliżenia ustawodawst Państw Członkowskich w dziedzinie znaków towarowych; J.O. CE Nr L 40/1. Art. 2 Dyrektywy ma następujące brzmienie: „Znak towarowy może składać się z jakiekolwiek oznaczenia, które można przedstawić w formie graficznej, w szczególności z wyrazów, łącznie z nazwiskami, rysunków, liter, cyfr, kształtu towarów lub ich opakowań, pod warunkiem, że oznaczenia takie umożliwiają odróżnianie towarów lub usług jednego przedsiębiorstwa od towarów lub usług innych przedsiębiorstw”.

[iv] Wyrok z dnia 15 grudnia 1995r.,C-415/93, ECR 1-4921; orzeczenie dostępne na stronach europa.eu.int

[v] Wyrok z dnia 8 maja 2003r., C-111/01, ECR 1-0000; OJ C 146, 21.06.2003, p. 7; wyrok wraz z uzasadnieniem w języku angielskim dostępny na stronach stronach curia.eu.int

[vi] Chodzi o wyrok w sprawie Ralf Sieckamann przeciwko Deutsches Patent- und Markenamt z dnia 12 grudnia 2002r., sygn. C-273/00. Polskie tłumaczenie: Rzecznik Patentowy, nr 1-2 (36-37), 2003, s. 108 i n.

[vii] Dodatkowo jeszcze można przywołać takie określenia jak kikiriki, w języku niemieckm; kikeli-ki w duńskim; quiquiriquí, w hiszpańskim; kukkokiekuu, w fińskim; cocorico, we francuskim; kokoriko, w greckim; cock-a-doodle-doo, w angielskim; chichirichi, we włoskim; czy cocorocócó, w portugalskim

[viii] Orzeczenie z dnia 7 października 1998r., sygn. R 1/1998-2; wyrok w języku francuskim dostępny na stronach oami.eu.int

[ix] O ile oczywiście wyjaśnienie będzie bardziej precyzyjne i jednoznaczne niż we wspomnianej sprawie odgłosu „déclic”

[x] R. Skubisz, Prawo z rejestracji znaku towarowego i jego ochrona. Studium z prawa polskiego na tle prawno-porównawczym, Lublin 1988, s. 193, I. Wiszniewska, Znaki towarowe w prawie własności przemysłowej, PPH 2001, nr 12, s. 3 oraz U. Promińska [w:] Prawo własności przemysłowej pod red. U. Promińskiej, Warszawa 2004, s. 222

[xi] Przeczenie Drugiej Izby Zażaleniowej OHIM z dnia 11 lutego 1999r. w sprawie o sygn. R 156/1998-2, treść w języku angielski dostępna na stronach oami.eu.int

[xii] Por. art. 169 ust. 4 pkt 1 ustawy Prawo własności przemysłowej z dnia 30 czerwca 2000r. (t.j. Dz.U. z 2003r. Nr 119, poz. 1117, z późn. zm.)

[xiii] H.E. Meister Markenfähigkeit und per se-Ausnahmen im Gemeinschaftsmarkenrecht, WRP – Wettbewerb in Recht und Praxis, Nr 9/2000, s. 967

[xiv] D. Vaver, Unconventional and well-known trade marks, Singapure Journal of Legal Studies, 2005, 1-19, s.9; dostępne na stronie law.nus.edu.sg

[xv] Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1976, tom 4, s.244, a także Popularna Encyklopedia Powszechna, Kraków 1997, tom XVII, s. 15 [xvi] wikipedia

[xvii] W. Włodarczyk, Zdolność odróżniająca znaku towarowego, Lublin 2001, s. 143; D. Kiedrowska Zdolność rejestrowa znaków dźwiękowych, Rzecznik Patentowy nr 1-2 (36-37) 2003, s. 67 i powołana tam bibliografia

[xviii] Decyzja w sprawie Metro-Goldwyn-Mayer Lion Corporation, R 781/1999-4; dostępne w języku angielskim na stronie internetowej, pod adresem oami.eu.int

[xix] W decyzji użyto słów „valid and practice”, gdzie „valid” można rozumieć jako wiążący, obowiązujący, przekonujący, a także niezbity, uzasadniony, czy wreszcie słuszny.

[xx] Zob. pkt 26 decyzji

[xxi] Zob. pkt 27 decyzji. Na poparcie tego stanowiska można przywołać chociażby głos ornitologów, którzy w swojej pracy/hobby posługują się nader często sonogramem. Por. np. www.birding.gt.pl/glosy.html, gdzie autor, J. Dyczkowski twierdzi, że jakkolwiek „sonogram to naukowy sposób dokumentacji dźwięków ptaków”, to „zwykły śmiertelnik” nie ma się czego obawiać, gdyż już „przy niewielkiej wprawie widać: długość tonów, ich wysokość, natężenie, barwę itp.

[xxii] D. Kiedrowska, Zdolność …, s. 69

[xxiii] R. Skubisz, glosa do wyroku NSA z 23 listopada 2004r., OSP 2005 nr 9, s.475. Zob. też tegoż „Glosa” do wyroku w sprawie Sieckamann’a, Rzecznik Patentowy, nr 1-2 (36-37), 2003, s.126, gdzie autor dodaje, że jest to także „wymóg demokratycznego państwa prawa”. Do kryterium pewności obrotu gospodarczego zdaje się też odwoływać W. Włodarczyk, op. cit., s.55

[xxiv]Opinia rzecznika dostępna jest na stronie internetowej ETS, pod adresem curia.eu.int

[xxv]Opinia rzecznika dostępna jest jw., na internetowej stornie ETS, pod adresem curia.eu.int

[xxvi] Tym bardziej w dzisiejszych czasach, kiedy praktycznie powszechny dostęp do Internetu i innych środków komunikacji, zapewnia łatwe i tanie możliwości uzyskania niezbędnych i wystarczających informacji

[xxvii] Por. też W. Włodarczyk op. cit., s. 57, gdzie autor na postawione przez siebie pytanie: „czy za oznaczenia graficznie przedstawialne w sposób adekwatny można uznać oznaczenia dające się przedstawić, ale wyłącznie za pomocą >>specjalistycznych kodów<

[xxviii] Oprócz sprawy Sieckmann’a, zob. też sprawy dot. możliwości zarejestrowania koloru in abstracto – wyrok ETS z 6 maja 20034. w sprawie C-T04/01, Libertel Groep BV przeciwko Urzędowi Znaków Towarowych Beneluksu, Zb. Orz. z 2003r., s. I-3793; tłumaczenie w j. polskim w: Własność przemysłowa. Orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości i Sądu Pierwszej Instancji, pod red. R. Skubisza, Kraków 2004, poz. 9 oraz wyrok ETS z 24 czerwca 2004r. w sprawie C-49102, Heidelberger Bauchemie GmpH

[xxix] R. Skubisz, glosa do wyroku NSA z 23 listopada 2004r., op. cit., s.128

[xxx] Rozporządzenie nr 1041/2004, O.J. L 172 p.4 p. 22, dostępne także na stronach internetowych pod adresem europa.eu.int

[xxxi] należy wyjaśnić, że w polskim systemie prawnym analogiczne postanowienie funkcjonuje już od dłuższego czasu w ustawie Prawo własności przemysłowej – zob. art. 141 ust. 2 zd. 3

[xxxii] oprócz wspomnianego wyroku NSA z dnia 23 listopada 2004r. por. chociażby orzeczenie SN z 8 stycznia 2003r. (III RN 240/01, OSP 2004, nr 10 poz. 129) dotyczącego trójwymiarowych znaków towarowych

[xxxiii] Aktualny opis procedury i wymagań kierowanych do zgłaszających dostępny na stronach Urzędu Patentowego Stanów Zjednoczonych, pod adresem http://www.uspto.gov/web/offices/tac/

« »