Copyright minus copy nie równa się right. Copyright minus right ….

Nie tak dawno pisałem o wynikach konkursu na pracę magisterską UPRP. Otóż udało mi się być na rozdaniu nagród, a tutaj przedstawiam kilka refleksji, które się „urodziły” po tej imprezie, jakkolwiek nie są one wprost (tak mi się przynajmniej trochę wydaje) związane z tematem konkursu, jak i charakterem imprezy. Ale myślę, że warto o tym tutaj napisać.

Nie tak dawno pisałem o wynikach konkursu na pracę magisterską UPRP. Otóż udało mi się być na rozdaniu nagród, a tutaj przedstawiam kilka refleksji, które się „urodziły” po tej imprezie, jakkolwiek nie są one wprost (tak mi się przynajmniej trochę wydaje) związane z tematem konkursu, jak i charakterem imprezy. Ale myślę, że warto o tym tutaj napisać.

Nie zamierzam opisywać przebiegu całego spotkania, które było bardzo uroczyste, rozbudowane i z wielkim rozmachem przygotowane. Chciałbym się skupić jedynie na trzech rzeczach, które tam miały miejsce, a które pewne refleksje nieść mogą „w temacie”.

1. Po primo, po pierwsze jak to mówią, rzecz która z pewnością zwróciła uwagę wszystkich uczestników, i która zapamiętana być musiała bardzo dobrze, to wystąpienie okolicznościowe prof. Jerzego Bralczyka. Profesor, nie ma co ukrywać jest postacią prześwietną i jego barwny język, ogromna erudycja i inne przymioty niejednego potrafią urzec. Na spotkaniu wygłosił przemówienie, które – moim zdaniem – miejscami przebijało większość polskich, współczesnych kabaretów. Bardzo miło więc ze strony dr. Alicji Adamczak, że zdecydowała się zaprosić tegoż językoznawcę na spotkanie. Ale nie to jest najważniejsze. Prócz strony humorystycznej mini wykładu, były bowiem wielce ciekawe uwagi merytoryczne. Choć wypowiedziane ustami „nie-prawnika”. O co chodzi? Ano o słowotwórstwo, cytaty, autorstwo itp.

Nie tak dawno dość głośna był sprawa wykorzystania fragmentu dialogu z filmu „Seksmisja”. Chodziło o słowa „Ciemność widzę. Oj. Widzę ciemność”. Na całe szczęście Sąd Apelacyjny w Krakowie oddalił wówczas powództwo Machulskiego przeciwko rmf fm, orzekając m.in., że „Efekt twórczości (np. scenariusz czy wyreżyserowana wypowiedź aktora) zredukowany do krótkiej figury retorycznej jest na tyle ogólny, że posiada wartość idei. Jako taki, o walorze abstrakcyjnym i ogólnym nie stanowi przedmiotu prawa autorskiego, gdyż traci cechę oryginalności. Taka figura słowna wykorzystywana być może w różnych od pierwowzoru znaczeniach oraz dla osiągnięcia innego rezultatu wypowiedzi (otwarcie – zamknięcie wypowiedzi) i to niezależnie od sposobu jej animacji.” (zob. wyrok S.A. w Krakowie z dnia 5 marca 2004r., I ACa 35/04, OSA 2004/10/33).

Powyższy wyrok, w zestawieniu z wystąpieniem prof. Bralczyka wydaje się o tyle śmieszny, że tenże wspominał wiele przykładów z literatury, w których wykorzystywano najbardziej znane fragmenty utworów. I nikt z tego nie robił problemów! (czy np. wiedział ktoś z P.T. czytelników, że pewien białoruski emigrant, w swojej powieści z połowy XIX wieku użył frazy: „Litwo, Ojczyzno moja!”?!). Ale były też przykłady jeszcze „mniejsze”. Co ma o tyle duże znaczenie, że dziś w jakiś sposób lansowana jest teoria „małych utworów” (kleine Munze), że samo pojęcie utworu jest coraz bardziej rozciągane, że coraz mniejsze, krótsze wyrazy, słowa, znaki są chronione prawami wyłącznymi, nawet te, które w jakiś sposób wchodzą do mowy potocznej, tak na gruncie prawa autorskiego, jak i innych „pokrewnych” ustaw (casus Friko, na szczęście nie udany. Prof. Bralczyk, przypominał np., że słowo „nastolatka” zostało użyte pierwszy raz bodaj w 1959, podobnie słowo „pomnik”, które też niezbyt długi ma rodowód (w obu przypadkach znane są nazwiska tych, którzy pierwszy raz ich użyli). Nie będę wspominał już o takich oczywistościach jak wyraz „istnienie”, którego pierwszy w naszej literaturze miał użyć Stanisław Staszic, gdzieś pod koniec XVIII. Wydaje się, że truzimem było by mówić, że ktoś może rościć sobie prawa do tych i podobnych słów (i zbierać tantiemy np.), ale niestety coraz częściej obserwuje się przypadki, w których ktoś do tego zmierza i jest to się poważnie czego obawiać.

2. Komiks. Na imprezie towarzyszącej rozdaniu nagród dostałem komiks, obrazujący ochronę patentów, znaków towarowych i prawa autorskiego. Nie mogłem sobie odmówić „przyjemności”, żeby nie zamieścić tu jego fragmentu. Widać komiks ma dużą siłę oddziaływania, bo osoby „promujące” nieograniczony zasięg praw autorskich, często do niego sięgają. Kiedyś przykład tego podawał na swojej stronie Tomasz Rychlicki.

praut2.jpg
praut2_autor.JPG
Tutaj nie mogłem się oprzeć, bo oczywiście, informując komiks musi indoktrynować. I to na dodatek nie do końca zgodnie z prawdą. Oto bowiem w części zatytułowanej „Piractwo i plagiat”, mamy „przykład” tego pierwszego. Czymże jest więc piractwo według autorów broszurki? No przecież że kserowaniem! Ksero be. Nie wolno. Choć tak naprawdę wolno. Ale przekaz jest jasny. Jak by tego było jeszcze mało, osoba, która kseru coś na kopiarce, jest w banalny, wręcz irytująco prostacki przedstawiona, niczym dosłowny pirat (chusta, dziara na ramieniu, itp.). Tragedia i dramat, ale pokazuję.

3. Plakaty. Konkurs UPRP wiąże się nie tylko z nagrodami na najlepszą pracę prawniczą, ale także na plakat o tematyce związanej z ochroną własności przemysłowej. Ze spotkania zapamiętałem jeden plakat, który poniżej zamieszczam, choć nie w oryginale, bo jest to moja bardzo naprędce wykonana robota, ale pokazuje sedno. A właściwie dwa sedna, o czym niżej (niestety nie pamiętam autora, jeśli ktoś go zna, proszę o info, to na pewno stosowną stopkę zamieszczę).

cright.jpg

Plakat ten miał promować ochronę własności przemysłowej. W zamyśle jego twórcy i ocenie jury z pewnością tak było. Ale moim zdaniem on idealnie pokazuje tendencję panującą wśród wszystkich grup i lobbies prawno-autorskich, związanych z OZZ, wielkimi wytwórniami i innymi instytucjami, czerpiącymi z prawa autorskie wielkie profity. To zdjęcie pokazuje dokładnie kierunek, w którym zamierzają oni iść. „Żadnego kopiowania, tylko prawa uprawnionego” – tak można czytać ten obraz. Ja go tak – może niestety – czytam.

Ale postanowiłem zmieścić jeszcze jedną wersję powyższego plakatu. Pomyślałem o niej, kiedy kilka dni temu, na liście dyskusyjnej Creative Commons Polska rozgorzała dyskusja na temat pewnych ideologicznych podstaw ruchów próbujących modyfikować prawo autorskie. Dyskusja rozpoczęła się z powodu projektu tłumaczenia Manisfestu dotKomunistycznego.

Przyznam szczerze – i można to przeczytać na liście – że sama nazwa powyższego nie wzbudziła, oględnie mówiąc, mojej sympatii. Nie chcę tego wątku tutaj ciągnąć. Chciałby jedynie dodać, że niezależnie od tego ile nas łączy i dzieli, niezależnie od podstaw ideologicznych do modyfikowania prawa autorskiego, nie chciałbym, żeby prawo autorskie wyglądało ostatecznie tak jak obrazek powyżej i tak jak obrazek poniżej …..

copyr.jpg

« »