Co z tym marksizmem?

Wszedłem dziś sobie jak zwykle na stronkę Vagli, a konkretnie na post zatytułowany „O idei copyleft oczyma kompozytora” i od razu skojarzyło mi się parę rzeczy, o których warto wspomnieć.
Otóż, po pierwsze, kto nie odwiedza Vagli, albo nie widział tego postu, ten niech wie, że Pan profesor Henryk Kuźniak, wybitny komopozytor i muzykolog, na ostatniej konferencji z okazji Światowego Dani Własności Intelektualnej (obchodzonego w Bibliotece Narodowej, a organizowanego przez Urząd Patentowy RP), przedstawił referat pt. „Rola ZAiKS-u w zakresie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi”, w którym to zaprezentował m.in. takie oto stanowisko (pogrubienia zgodnie z oryginałem):

W stosunku do własności intelektualnej w obecnych czasach mamy również do czynienia ze świadomym nawoływaniem i dążeniem do nieuznawania własności intelektualnej i tworzeniem nowych sposobów korzystania z twórczości intelektualnej, bez respektowania praw autorskich, jak np. system copyleft, będący odwróceniem prawa autorskiego.
Idea copyleft polega na takim wykorzystaniu systemu praw autorskich, że osiąga zupełnie odwrotne cele niż copyright, co prowadzi do poszerzenia wolności nieuprawnionego użytkowania cudzej twórczości. (Copyright-prawo autorskie, copyleft- lewo autorskie.)
Konsekwencją tej idei pojmowania prawa autorskiego jest organizacja Creative Commons, która dąży do niczym nieskrępowanego, swobodnego korzystania z twórczości innych osób!

Vagla słusznie krytykuje profesora, pisząc, że „że wiele jest do zrobienia jeszcze w środowisku twórczym, zwłaszcza w instytucjonalnym środowisku twórczym, by wyjaśnić mu o co chodzi z tym całym „copyleft” (oraz to, że ogólnie – idea copyleft opiera się na prawie autorskim), obok tego oczywiście widać też nurt krytycznie nastawiony do – ogólnie rzecz ujmując – praw własności intelektualnej, negujący całkowicie zasadność prawnego wspierania dla takich konstrukcji społecznych. Creative Commons do tych nurtów nie należy (a piszę to z pozycji krytyka CC). W cytacie pewnie nie trzeba byłoby się do wielu spraw „przyczepiać”, gdyby w ostatnim zdaniu, zamiast wykrzyknika pojawiło się jeszcze dopowiedzenie: „za ich zgodą” (czyli CC nie namawia do korzystania z twórczości innych osób bez zgody tych osób, jak to teraz, za pomocą wykrzyknika, p. profesor był uprzejmy zasugerować zgromadzonym w Bibliotece Narodowej – całkowicie błędnie zresztą)”.

To jednak, że Pan profesor się myli, nie oznacza, że nie ma w tym jakiegoś ziarna prawdy. Niestety. Ja również dołożyłem swoją cegiełkę do powstania CC w Polsce, współorganizując konferencję, na którą przybył prof. Lessig i po której oddział polski został formalnie ustanowiony. Nie brałem w tym może tak czynnego udziału jak chociażby Piotrek Wasilewski, który pierwszy tłumaczył licencje i w ogóle bardzo się w to angażował, ale i tak było to dla mnie coś bardzo pociągającego i ciekawego.

Z czasem jednak entuzjazm opadał, aż prawie opadł całkowicie i nie tylko dlatego (a wręcz zupełnie nie dlatego), że idea ta chyba nie ma szans dalszego rozwoju – po prostu ludzie generalnie chcą zarabiać, a nie dzielić się z innymi. Na szczęście.

Z tego powodu, swego czasu, krytykowałem polskie CC, za różne odchylenia w lewo, za różnorakie pomysły mniej lub bardziej powiązane z tym środowiskiem, które ciągną prawo autorskie w stronę jakichś socjalistycznych utopii itd. Były jeszcze i inne dyskusje, ale niestety wszystkie one jakoś nie specjalnie ruszyły z miejsca (biję się w pierś, że także i z mojej winy, bo prezentowałem tam bardziej emocjonalny freestyle niż merytoryczną argumentację). No cóż, może ruszy teraz.

Z jednym tylko wówczas nie trafiłem, gdyż pisałem, że ideą Lessiga z pewnością nie jest rugowanie prawa autorskiego, tylko poszerzanie wyjątków, kreowanie nowych idei , poszerzanie tak naprawdę wolności – wolności w prawie autorskim, a zwłąscza wolności w sieci itd. Dziś także i tu zmieniłem (zmieniam?) zdanie i wcale nie dlatego, że commonistów łatwo zrównywać do komunistów w warstwie językowej. Otóż, na całym świecie się o tym dyskutuje, tylko nie u nas. Oczywiście jest krytyka CC, co prezentuje nawet wspominany kilkakrotnie Vagla, ale mi chodzi o podejście nie tyle prawnicze, co właśnie ekonomiczne, czy wręcz ideologiczne.

Nie trzeba długo szukać w sieci, by natrafić choćby na taki artykuł jak Tragedy and Farce: An Analysis of the Book FREE CULTURE autorstwa Thomasa D. Sydnora. Przepraszam wszystkich, którzy nie znają angielskiego za brak tłumaczenia, ale nie bardzo mam czas, żeby się na tym skupić. Tak czy inaczej, Pan Syndor pisze m.in., że:

• The preceding analysis shows that FREE CULTURE does demonize copyright owners and does urge the government to eliminate copyrights and impose „quasi-socialist utopianism.” Nor does this pattern stop with copyrights. Indeed, the preceding analysis shows Lessig has already claimed that to Save the Net, the government must nationalize or heavily regulate:
• The providers of Internet-access services that own the physical network infrastructure, (e.g., net neutrality);
• The providers of commercial internet applications and services, like eBay, Amazon, and Google (e.g., CODE); and
• The producers of digital content (e.g., FREE CULTURE).
In short, Lessig wants the entire Internet heavily regulated or nationalized

Mało tego, jedna z tez cytowanego na początku prof. Kuźniak, współgra też z innymi, dostępnymi również w sieci opracowaniami. Przykładowo, ostatnio całkiem przypadkowo natrafiłem na indyjski blog Spicy IP, opisujący różne zagadnienia związane z prawem własności intelektualnej. Jeden z postów (Kerala Leftists for Copyleft…! podaje informacje o eksperymencie w jednym z regionów Indii, gdzie nakazano wprowadzenie komputerów z Linuxem, a zakazano używania oprogramowania innych producentów, przede wszystkim wroga ludu – Microsoftu.

W tymże tekście pojawiają się m.in. odesłania do takich prac, jak „Cyber-Marx, Cycles and Circuits of Struggle in High-Technology Capitalism” (Urbana, Ill.: University of Illinois Press, 1999) autorstwa Nicka Dyer-Witheforda (dostępne tutaj oraz „Copyleft v. Copyright: A Marxist Critique” autorstwa Johana Söderberga, gdzie podaje on, że

Copyright was invented by and for early capitalism, and its importance to that system has grown ever since. To oppose copyright is to oppose capitalism. Thus, Marxism is a natural starting point when challenging copyright. Marx’s concept of a ‚general intellect’, suggesting that at some point a collective learning process will surpass physical labour as a productive force, offers a promising backdrop to understand the accomplishments of the free software community. Furthermore, the chief concerns of hacker philosophy, creativity and technological empowerment, closely correspond to key Marxist concepts of alienation, the division of labour, deskilling, and commodification. At the end of my inquiry, I will suggest that the development of free software provides an early model of the contradictions inherent to information capitalism, and that free software development has a wider relevance to all future production of information

. Dlaczego u nas w ogóle tego typu dysksji się w ogóle nie prawdzi? Tak jakby te kwestie nie były ze sobą w ogóle powiązane i nie miały na siebie wpływy (dla tych co chcą jeszcze więcej, także w zakresie np. argumentowania, że podział na lewo i prawo w prawie własności intelektualnej jest niepotrzebny – można jeszcze poczytać „Info-communism? Ownership and freedom in the digital economy” Miltona Muellera)

« »